Ameryka, Ameryka

Film jest jak choroba. Gdy zainfekuje twój krwiobieg, staje się najważniejszym hormonem. Dyryguje enzymami, kieruje szyszynką, odgrywa rolę Iago dla twojego psyche. Tak jak w przypadku heroiny, lekarstwem na film jest więcej filmu. (Frank Capra)

Historia kina amerykańskiego według Martina Scorsese (A Personal Journey with Martin Scorsese Through American Movies, 1995), reż. Martin Scorsese, Michael Henry Wilson

Każdy z nas ma takie filmy, które widziane za czasów młodości, pozostają z nami do końca życia, a nawet mają wpływ na późniejszy odbiór sztuki filmowej. Czasem jest to jeden ulubiony tytuł, innym razem jest ich kilka. Chyba że nazywasz się Martin Scorsese i masz ich kilkaset. W połączeniu z dobrą pamięcią i prawdziwą pasją, otrzymujemy zarys nie tylko historii danej dziedziny sztuki, ale i historię nas samych. Tym cenniejszą, iż jest ona osobistym spojrzeniem, odwołującym się do własnych doświadczeń i upodobań. Dzięki takim ludziom jak Scorsese, możemy przyjrzeć się powszechnie znanej tematyce od innej strony.

Subiektywizm jest fundamentem osobistej podróży, dlatego też nie usłyszymy o najlepszych i najważniejszych filmach w dorobku amerykańskiej kinematografii, ale o tych, które wywarły największy wpływ na reżysera. Te, które wywołały u niego największe emocje przy pierwszym spotkaniu. Często są to produkcje klasy B., zazwyczaj pomijane przez filmoznawców. Lub też obrazy pełne skaz, zawierające przeważnie tylko kilka elementów wzbudzających zainteresowanie i zachwyt. Zawsze jednak są to filmy tętniące życiem, wdzierające się do wyobraźni, zmieniające percepcję odbiorcy. Obrazy, które w taki czy inny sposób zainspirowały autora Chłopców z ferajny do wyboru określonej ścieżki życia.

Zaczęło się od książki The Pictorial History of Movies autorstwa Deemsa Taylora. Historia kina opowiedziana czarno-białymi kadrami filmów do roku 1949, rozpaliła wyobraźnię reżysera. W tamtych czasach Marty nie mógł pozwolić sobie na zakup „filmowego elementarza”. Nie znał także większości omawianych w nim tytułów. Pozostała więc eksploatacja bibliotecznego egzemplarza, z którego zdarzało mu się wydzierać ulubione strony.

W 1946 roku, Martin pod okiem mamy zobaczył w kinie Pojedynek w słońcu. Żywe kolory, intensywna muzyka, wyraźnie odczuwalny erotyzm historii, bohaterka zakochująca się w czarnym charakterze. Dzisiaj reżyser przyznaje, że film nie jest pozbawiony wad, jednak dla wtedy czteroletniego chłopca, był nie lada przeżyciem. Tak też rysuje się ciąg dalszy opowieści – wspomnienia twórcy kierują nas w stronę filmów znanych i docenianych, ale również i otoczonych gorszą sławą, dalekich od poprawności politycznej. The Naked Kiss, Shock Corridor, Murder by Contract, The Red House, The Phenix City Story – lista jest naprawdę długa. Nie inaczej jest z twórcami. Znany z dbałości o filmowe dziedzictwo (m.in. poprzez restaurowanie arcydzieł kinematografii światowej), Scorsese nie pozwala nam zapomnieć o mniej uznanych filmowcach – Allan Dwan, Samuel Fuller, Phil Karlson, Ida Lupino, Delmer Daves, Andre De Toth, Joseph H. Lewis, Jacques Tourneur. Z drugiej strony, źródeł inspiracji upatruje w osobach Griffitha, Murnaua, Wildera, Wellesa, Kubricka, Kazana, Minnelliego, Forda…

Historia kina amerykańskiego według Martina Scorsese podzielona jest na 5 części, odnoszących się do postaci reżysera. W Dylemacie reżysera poznamy rolę twórcy oraz producenta w procesie powstawania filmu. Na wybranych przykładach, Scorsese omawia sposób w jaki funkcjonowali filmowcy – często kręcąc „jeden dla studia, jeden dla siebie”, co pozwalało im rozwijać karierę w systemie studyjnym i tworzyć filmy bardziej osobiste, noszące znamiona własnego stylu.

Rozdział drugi, zatytułowany Reżyser jako gawędziarz, przybliża nam postać twórcy filmowego w roli snującego opowieść artysty, showmana. Na przykładzie bodaj ulubionych gatunków Scorsese (western, film gangsterski, musical), posłuchamy o reżyserach, którzy wykorzystywali każdą okazję do osobistych wypowiedzi, niekiedy naginając studyjne reguły.

Część trzecia, Reżyser jako iluzjonista, zwraca uwagę na wczesny rozwój filmowej gramatyki – od pierwszych kroków w montażu, zbliżeniach i ruchach kamery, aż po wprowadzenie dźwięku i koloru.

Rozdział czwarty, Reżyser jako szmugler, skupia się na tych promieniach światła, które wdarły się przez szczeliny i pęknięcia w systemie. Scorsese opowiada o wierze i nadziei pokładanej w wyobraźni odbiorców, która pozwala zrozumieć i zinterpretować przemycane w obrazach metafory. Ale także o podejmowaniu tematów, które w końcu doprowadziły do upadku kodeksu produkcyjnego – narkomanii, nastoletniej ciąży czy też niesławnego „polowania na czarownice” komisji HUAC.

Reżyser jako ikonoklasta to ostatni rozdział opowieści. Tym razem o niezależnych twórcach, którzy przyczynili się do rozwoju sztuki filmowej, ruszyli kino ze zmurszałych fundamentów.

„There’s always so much more to learn”

Narrator tej opowieści jest świetnym mówcą. Inteligentny, pełen szacunku i pokory wobec filmowego dziedzictwa, inspirujący do własnych poszukiwań – słuchanie jego wykładu to czysta przyjemność. Już od pierwszego słowa możemy wyczuć szczerą fascynację medium filmowym we wszelkich jego przejawach. Mimo siwych włosów i wtedy 53 lat, Scorsese zachowuje się niczym dziecko, które właśnie dostało nową zabawkę. Na początku stara się mówić w miarę powoli, jak przystało na nauczyciela/wykładowcę. Jednak wystarczy kilka minut, aby wrócił do znanej wszystkim persony. Scorsese-kinoman, chodząca encyklopedia filmu, pełen pasji twórca dzieli się przemyśleniami w charakterystycznym dla siebie tempie, jego wypowiedzi są żywe, pełne entuzjazmu. Zalewając widza potokiem słów wzbudza tylko większy apetyt na wiedzę.

I szkoda tylko, że ta lekcja kina trwa niespełna 4 godziny. Mając twórcę Wściekłego byka za przewodnika, odnosi się wrażenie, że to dopiero początek, jedno z wielu spotkań. Niestety powód jest zrozumiały, mianowicie – czas. Zarówno ten ograniczony, jaki autorzy mogli poświęcić na stworzenie owego dokumentu, jak i moment w historii kina. Dotarliśmy do późnych lat 60., gdy Scorsese sam zaczął kręcić filmy. To już zupełnie nowy rozdział.

Historia… jest jak wyprawa do kina. Niezależnie czy idziemy tam sami czy z przyjaciółmi, stajemy się częścią pewnej wspólnoty. Dzielimy nasze doświadczenia w obcowaniu ze sztuką. Po zakończonym seansie szukamy informacji, wymieniamy swoje opinie. Zyskujemy wspólną pamięć, zbiorowe wspomnienia. Czy można chcieć więcej od zaciemnionej sali, wygniecionych foteli i białego ekranu?

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s