Ty będziesz następny…

Człowiek Terminal (The Terminal Man, 1974), reż. Mike Hodges

Osobie, która miewa napady niekontrolowanej agresji, zostaje wszczepiony mikrokomputer, zasilany baterią umieszczoną w ramieniu. Tym kimś jest Harry Benson (George Segal), programista, który uważa, że maszyny konkurują z ludźmi, a w przyszłości będą chciały z nami wygrać. Człowiek mający fobię, na punkcie ingerencji komputerów w nasze życie, sam po części zmienia się w maszynę. Wszczepione urządzenie wysyła impulsy elektryczne do mózgu za każdym razem, gdy nadchodzą ataki. Początkowo wszystko zdaje się iść zgodnie z planem, jednak jak się okazuje, nie można sterować ludzkim zachowaniem. Komputer mający powstrzymywać napady agresji, z czasem sam zaczyna je wywoływać.

Człowiek Terminal mówi o naszym człowieczeństwie. Po operacji Benson przechodzi testy. Naukowcy, wciskając odpowiednie przyciski w komputerze, sprawiają, że bohater zaczyna odczuwać konkretne stany – czuje, jakby jadł kanapkę, jest podniecony czy też wraca do niego wspomnienie z dzieciństwa i zachowuje się jak małe dziecko. Jeden z lekarzy za szybą mówi, że to bardzo zabawne móc kontrolować człowieka dzięki tak malutkiemu urządzeniu. Jedni są dumni z siebie, inni mają mieszane uczucia. Profesor udzielając wywiadu oznajmia, iż wszyscy seryjni zabójcy miewali w przeszłości napady agresji, co w końcu zmusiło ich do zabijania. Lekiem na całe zło mają być tego rodzaju operacje (przeprowadzone 57 razy na zwierzętach – Benson jest pierwszym człowiekiem, który miał „szczęście” brać w tym udział).

Są w filmie sceny, gdy widzimy czarny ekran, na którym otwiera się mały wizjer, a w nim pojawia się oko zaglądające do środka. Początkowo mowa jest o Bensonie, pierwszym pacjencie. Jednak w ostatniej scenie to widownia zostaje zamknięta w tejże izolatce, oko skierowane jest na nas, a mężczyzna za drzwiami mówi „They want you next”. Wielki Brat patrzy nam na ręce?

Pierwsza filmowa próba Hodgesa w Hollywood – wynik niestety średni. Reżyser zekranizował książkę Michaela Crichtona po swojemu: wolne tempo, oszczędność środków i dobry klimat. Jeśli widz wczuje się w rytm filmu, to historia okaże się wciągająca. Na świat przedstawiony patrzymy z lekkim dystansem, jako że nie obdarza on nas głębokimi emocjami. Wszystko wydaje się chłodne, sterylne, ludzie są powściągliwi, jakby zachowania i uczucia były dokładnie kontrolowane (na czym zresztą opiera się fabuła filmu). Świat ten sprawia wrażenie trochę odległego, odpychającego, budzi niepokój. Przez większość filmu dominuje cisza – to chyba najbardziej niemy dźwiękowy film, jaki oglądałem.

Są też słabe strony. Potencjał tej historii nie został do końca wykorzystany. Ingerencja w ludzki mózg, kontrolowanie zachowań – pesymistyczna wizja przyszłości jest zawsze w cenie. Temat niestety potraktowano dość powierzchownie. Wydaje mi się, że bohater nie został odpowiednio przedstawiony – nie sprawiał wrażenia tak agresywnego, jak o nim mówiono. A już na pewno nie tak bardzo, by potrzebował nowatorskiej/ryzykownej operacji. Scena operacji trwa za długo, tym bardziej, że nie pokazano w niej nic nadzwyczajnego. Z kolei po zakończonym zabiegu właściwie nic takiego się nie dzieje – w tym wypadku powolne tempo trochę zawodzi. Zaś samo zakończenie rozegrano w taki sposób, że pozostawia pewien niedosyt.

Advertisements

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s