Armia cieni

Kaci także umierają (Hangmen Also Die!, 1943), reż. Fritz Lang

Rok 1942, okupowana przez Niemców Praga. Ludność drży przed żelazną pięścią Reinharda Heydricha, który zyskał sobie przydomek „Kat”. W sklepach brakuje jedzenia, wojska niemieckie pilnują ulic, a gestapo tępi wszystkie przejawy niesubordynacji. Jednak ruch oporu nie śpi. Franek Svoboda (Brian Donlevy), dumny patriota zabija reichsprotektora. Gdy stara się ukryć przed nazistami, kobieta o imieniu Mascha (Anna Lee) kieruje ich w przeciwnym kierunku, by umożliwić zamachowcowi ucieczkę. Jednak ten obywatelski gest solidarności sprowadzi na nią wiele kłopotów.

Sposób przedstawienia Czechosłowaków winien napawać dumą wszystkich wolnych ludzi świata. Oto naród nie dający się tłamsić przez najeźdźcę. Naziści mogą zająć ich kraj, ale nigdy nie złamią ich ducha. Do ostatnich chwil będą walczyć z okupantem, nawet za cenę zniewolenia czy śmierci. I tak każdy „pomaga” wrogowi, jak tylko może – dezinformacja, sabotaż produkcji („pracuj powoli”), wspomaganie członków ruchu oporu, nabieranie wody w usta podczas przesłuchań. Oczywiście, jak to w czasach wojny bywa, znajdzie się również osoba chcąca wyjść z tej sytuacji jak najlepiej i współpracuje z gestapo. Ale chyba nie muszę mówić jak skończy takie indywiduum?

Z kolei nazistów reżyser ośmiesza na różne sposoby. W szeregach tej zgrai służbistów znajdziemy i pryszczatego oficera, małego, grubego pijaczka czy też gestapowca o skrzekliwym głosie. Tytułowi kaci to ludzie zaprowadzający porządek siłą i osiągający swe cele przy użyciu przemocy, dlatego wykrycie spisku okaże się dla nich zadaniem zbyt trudnym. By zachować swą twarz, zmuszeni będą robić dobrą minę do złej gry.

Historia opowiedziana jest przez pryzmat Maschy, która zupełnie przypadkiem wplątuje się w działania podziemia i sprowadza groźbę śmierci na swoją rodzinę, jeśli nie wyda zamachowcy. Jednak opowieści tej brakuje napięcia i głębi, a film jest dość jednowymiarowy. Rozterki odnośnie współpracy z gestapo by uratować rodzinę mijają dość szybko, a kobieta w której nagle rozbudził się patriotyczny obowiązek, poświęca się walce o uratowanie bohatera narodu. Nie mogło zabraknąć w tle górnolotnych pieśni wlewających nadzieję i siłę w serca ludzi, by mogli godnie stawiać czoła tyranowi.

Niestety z filmu ulatuje powietrze, a po jakimś czasie po prostu oglądałem następujące po sobie wydarzenia, bez specjalnego przejęcia o losy bohaterów. Gra aktorska nie stoi na najwyższym poziomie, podobnież dialogi, a przesłanie filmu bije po twarzy nawet gdy człowiek zamknie oczy. Zadziwia brak przyciągającej uwagę strony wizualnej. Fritz Lang wielokrotnie udowadniał, że potrafi zadbać o urodę kadrów. A w tym wypadku za kamerą stał James Wong Howe, późniejszy laureat Oscarów za filmy Hud oraz Tatuowana róża. O dziwo nic specjalnego z tego nie wyszło – przez 135 minut seansu można znaleźć ledwie garść scen wskazujących na potencjał Langa. Ot, kolejny film o wojnie.

Autorami scenariusza byli Fritz Lang oraz Bertolt Brecht, niemiecki pisarz i dramaturg, który z pomocą reżysera opuścił kraj w 1941 roku. Ich współpraca nie układała się najlepiej, delikatnie mówiąc. Może to właśnie spory o artystyczną stronę filmu, jego ton, obsadę aż wreszcie wynagrodzenie Brechta spowodowały, iż owocem tej burzliwej relacji jest po prostu antynazistowska propaganda. Słuszna w założeniach, jednak o minimalnych walorach filmowych.

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s