Co dwie głowy…

Nierozłączni (Dead Ringers, 1988), reż. David Cronenberg

Zacznijmy od ciekawostki. Mimo iż film jest adaptacją książki, przedstawiona historia odwołuje się do prawdziwych zdarzeń. Otóż w 1975 roku w jednym z nowojorskich apartamentów znaleziono dwa na wpół nagie ciała w stadium rozkładu. Denatami okazali się bracia Stewart i Cyril Marcus – identyczni bliźniacy, z zawodu ginekolodzy. Śmierć spowodowało odstawienie barbituranów.

Duży plus dla reżysera i autora zdjęć, za klimat i realizację. Zimne, aseptyczne wnętrza wprowadzają dziwny, niepokojący nastrój. Nawet gdy akcja rozgrywa się na zewnątrz, otoczenie wydaje się klaustrofobiczne, jakby widoczna przestrzeń była tak naprawdę zamknięta. Cronenberg powściągnął swe zapędy do wizualnej makabry. Temat jak znalazł do wymyślnych zabiegów, a jednak musimy obejść się smakiem. Nie pokazano nawet jednego nacięcia itp. Jedynie poprzez dziwaczne przyrządy reżyser sugeruje, że ciało jest w jakimś stopniu „złe”, wymaga modyfikacji. Pozostaje nam tylko widok zakrwawionych narzędzi i rękawiczek. To akurat jest zaletą – umiar w pokazywaniu takich szczegółów jest sugestywny. Plus również za wyjątkowo dobre efekty w postaci dwóch Ironsów w jednym obrazie.

A skoro już jesteśmy przy aktorstwie, ukłon dla odtwórcy głównych ról. Ponoć żeby połapać się kogo gra w danym momencie, Jeremy Irons jedną postać kreował przenosząc ciężar ciała na palce, zaś drugą na piętach. Trzeba przyznać, że bliźniacy są niemal identyczni, a dzielą ich tylko niuanse (poza oczywistymi manifestacjami dobry-zły w kilku przypadkach).

Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji…

Standardowo mamy też rozkład ciała (w tym wypadku jako rozpad psychiki). Uczucie to potęguje bijący z ekranu chłód, jakiś nieludzki spokój. Znowuż mamy lęk przed penetracją/ingerencją w ciało – medyczną i seksualną. A do tego transgresja osobowości – mężczyzna posiadający żeńsko brzmiące imię Beverly i zachowujący się w stosunku do swojego bliźniaka Elliota, jako ta słabsza płeć. Wykroczenie poza to, czym jednostka jest aktualnie, może nie tak obrazowe jak we Wściekłości, Potomstwie i Wideodromie, ale motyw wciąż obecny.

Jednak Nierozłączni mnie nie porwali. Lubię taki sposób opowiadania historii i choć się nie nudziłem, czułem że czegoś mi brakuje, nie wciągnął mnie tak, jak oczekiwałem. Nigdy też nie byłem specjalnie podekscytowany tematyką bliźniąt w kinie – ich specyficznej więzi i innych mistycznych właściwości, jakie im się niekiedy przypisuje. Choć trzeba przyznać, że intrygująca jest pokazana tutaj koncepcja jednej duszy rozłożonej na dwa ciała. Choć można też spojrzeć na bliźniaków jako na nierozerwalne ciało i umysł.

Swoją drogą, dobrze że reżyser nie stosował tanich chwytów sugerujących schizofrenię i temu podobne rzeczy. Cronenberg opowiada historię o dorastaniu, kształtowaniu własnej podmiotowości, a jednocześnie lęku przed separacją, opuszczeniem bezpiecznego środowiska. W wypadku identycznych bliźniąt oddzielenie to niesie ze sobą negatywny wpływ na psychikę, nieumiejętność samodzielnego funkcjonowania, przejmowanie dolegliwości brata jako własne.

No i te czerwone togi lekarzy.

Doceniam starania reżysera i ekipy, ale nie umiem się tym filmem zachwycić. Kiedyś jeszcze do niego wrócę.

Advertisements

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s