Potwór Frankensteina

Mucha (The Fly, 1986), reż. David Cronenberg

Młody, ambitny naukowiec Seth Brundle (Jeff Goldblum) chce zatrząść światem w posadach. Przeprowadzając eksperyment z teleportacją, może na zawsze zmienić ludzkie spojrzenie na transport i komunikację. Niestety owo wiekopomne doświadczenie wypaczy zwyczajna mucha.

Cóż to jest za film. Nie tylko jeden z moich ulubionych w dorobku Davida Cronenberga, ale także jeden z najlepszych remake’ów w historii. Temat okazał się wprost idealny dla twórcy Wideodromu. Choć to jedna z najbardziej hollywoodzkich produkcji w jego filmografii, znajdziemy tu wszystkie najważniejsze elementy twórczości Kanadyjczyka. Może poza transgresją seksualną bohatera, chociaż tego akurat mi chwilowo nie brakuje – sceny z wyżej wymienionego tytułu pozostają bardzo żywe w pamięci.

Przez cały film można poczuć elektryzujący klimat, najpierw związany z samą możliwością dokonania teleportacji, a później z występowaniem jej efektów ubocznych. Jest ponuro, mrocznie, trochę absurdalnie, ironicznie i komicznie. Na szczęście reżyser nie zapomniał o dystansie do swej pracy i dawka czarnego humoru znacznie podnosi wartość filmu. Dzięki temu sama fabuła i sposób jej przedstawienia są bardziej wiarygodne, łatwiejsze do przetrawienia. Przy takim temacie łatwo było przekroczyć cienką granicę, za którą mielibyśmy już same efekty gore i autoparodię zamiast fabuły. Na szczęście Cronenberg wie co robi i nigdy wnętrzności nie przesłaniają mu treści (historii, nie żołądkowych).

Efekty specjalne, które mogą wydać się przestarzałe i mało realistyczne, moim zdaniem robią dziś lepsze wrażenie niż w dniu premiery. Z jednej strony są obrzydliwe – wydzieliny na kształt ropy i wymiocin, dziwnej żółtawej śliny zmieszanej z potem. Horror gore pełną gębą (cystą?). Ale z drugiej strony, charakteryzacja, kostiumy i wszelkie inne urozmaicenia Brundlefly’a wzmacniają wymowę filmu. Dziwaczne zmiany na skórze, groteskowo rozpadające się ciało, kuriozalne stadia mutacji. Pozwala nam to oswoić się z tytułowym monstrum, w pewien sposób odziera je z aury niesamowitości, nieznanego. To wszystko sprawia, że widz odczuwa współczucie, litość dla tego, czym stał się Seth. Naukowy eksperyment, który miał przynieść tyle dobra dla ludzkości okazał się przekleństwem dla jego twórcy, źródłem cierpienia.

Film staje się o wiele ciekawszy po wypadku protagonisty. W przedostatnim stadium mutacji, sceny są jakby żywcem wyjęte z opowieści podobnych do tych o Frankensteinie. Pesymistyczny horror będący głosem w dyskusji na temat kondycji człowieka, niepozbawiony tragicznego romantyzmu. Gdy Brundlefly wychodzi z mroku, a na część jego ciała pada światło księżyca, mówi: „Jestem insektem, który śnił o byciu człowiekiem i był tym zachwycony. Jednak sen się skończył”. Jest w tym coś boleśnie ludzkiego, dojmujący smutek spowodowany utratą własnego człowieczeństwa. Chcąc przekroczyć granice ludzkich możliwości, naukowiec wpada we własną pułapkę. Zatraca siebie w poszukiwaniu czegoś, co jest poza jego zasięgiem.

Scena, w której Brundlefly wskakuje przez szybę do gabinetu ginekologicznego i porywa Veronikę, nieodparcie przywodzi mi na myśl Narzeczoną Frankensteina, Upiora w operze, King Konga (może już trochę mniej) i inne opowieści, w których zdeformowany, skazany na wygnanie bohater próbuje odzyskać swoją miłość. Jedyną rzecz, która przypomina mu o swoim człowieczeństwie. Choć w tym przypadku cel wydaje się bardziej przyziemny – zachowanie ciągłości genetycznej, uratowanie dziecko Setha.

Jest krwawo, obrzydliwie i efektownie, o tak. Ale tkwi w tym też pewna gorzka mądrość i przestroga. Cielesny horror humanistyczny.

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Potwór Frankensteina

  1. en. pisze:

    Straszne filmy oglądasz 😛 większość bym chciała zobaczyć, ale właśnie mam świadomość, że są w jakimś sensie przerażające, dlatego pewnie nie obejrzę nic Cronenberga. Paradoks;))

    • Szubrawca pisze:

      Trzeba przyznać, że Cronenberg lubi popuścić wodze fantazji w kwestii obrzydliwości. Ale z drugiej strony, większość filmów mówiących coś ważnego o człowieku jest na swój sposób przerażająca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s