Za kilka tysięcy dolarów więcej

bloodmoney1

10,000 Dollars Blood Money (10.000 dollari per un massacro, 1967), reż. Romolo Guerrieri

Tym razem postać o imieniu Django (Gianni Garko) podejmuje zawód łowcy głów. Nie cieszy się sympatią obywateli miasteczka – w końcu zabija dla pieniędzy, nie mając przy tym rozterek moralnych – ale trzeba mu przyznać, że oczyścił okolicę z przestępczego elementu. Pewnego dnia na swej drodze spotyka Manuela (Claudio Camaso), który to właśnie opuścił więzienie i wcale nie zamierza wkroczyć na ścieżkę prawości. Zamiast tego, meksykański bandyta porywa córkę Mendozy, który przyczynił się do jego uwięzienia. Bogaty ojciec szuka pomocy u głównego bohatera, jednak ten woli zaczekać, aż cena za głowę Manuela skoczy w górę.

To chyba jedyny ze znanych mi westernów, który zaczyna się nad morzem. Po krótkim odpoczynku przy dźwiękach fal, Django rusza w drogę wiodącą przez wydmy. Scena podszyta jest czarnym humorem i wprowadza niezły klimat. Sam film zmierza w bardziej romantyczną stronę niż standardowe spaghetti. Jest tu miejsce na łzy (nawet głównego bohatera), nie aż tak oczywistą miłość oraz pewne uczucie smutku. Choć i tak najlepiej prezentuje się końcówka. Pojedynek w opustoszałym miasteczku przy piaszczystej mgle i wyjącym wietrze to najbardziej klimatyczna część filmu Guerrieriego.

bloodmoney2

Niestety są też słabsze momenty, które zaburzają poważny ton obrazu. Gra aktorów jest niekiedy przerysowana. Wątek miłosny między Djangiem a Mijanou jest sztampowy, słabo zarysowany. Muzyka kompozytorki Nory Orlandi jest raczej średnia. Sprawdza się w wielu scenach, ale także nadaje niektórym częściom trochę niezamierzonego komizmu – żeby wspomnieć dźwięk przypominający grę na pile. Bardziej kojarzyło mi się to ze starym horrorem lub science fiction klasy B., niż westernem. Choć przyznaje, że nie jest to jakaś rażąca wada, nawet może się spodobać. Jednak wybijany dzwon brzmiał lepiej. Szkoda tylko, że film zakończono tak słabą piosenką.

W rolę czarnego charakteru wcielił się Claudio Camaso. Pewnie nikt nie kojarzy tego nazwiska, a wystarczy wspomnieć, że jego bratem jest Gian Maria Volonte, postać znana miłośnikom westernów. Claudio niestety nie posiadł charyzmy na miarę swego brata, a odtwarzane przez niego postaci nie wyróżniają się niczym szczególnym. Wprawdzie Manuel nosi rewolwer na ramieniu, a oczy maluje sobie kredką (nie wiem czemu, nie przydaje mu to złowieszczego wyglądu, wręcz przeciwnie) ale reszta jego przymiotów jest standardowa. Brudny, spocony bandzior, który próbuje być cwanym zabijaką lecz ginie w morzu podobnych mu antagonistów.

bloodmoney3

Z kolei Django ma twarz Gianniego Garka. Trochę za ładną, niezbyt szorstką. Niby zabija za pieniądze i sprawia wrażenie zimnego rewolwerowca bez skrupułów, ale widać że jakieś światło bije z jego twarzy. Na próżno szukać u niego tajemnicy, brutalnej strony. Nawet gdy się zezłości, wygląda jak dobry bohater, który musi dokonać zemsty na tych złych. I jeszcze ten jego biały szal. Co tu dużo gadać, Franco Nero wypadł lepiej w roli imiennika.

Nie wiem jak do końca ocenić ten film po jednym seansie. Ma swój klimat i kilka niezłych scen. Nie zabrakło także obowiązkowego zakopywania w ziemi z głową na wierzchu (chyba jedna z ulubionych „zabaw” na spaghetti zachodzie). Ale jest też trochę słabszych zagrań, choć całość ogląda się nieźle. Do powtórki.

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s