Hogan, gniew człowieczy

slpd1

Shoot the Living and Pray for the Dead (Prega il morto e ammazza il vivo, 1971), reż. Giuseppe Vari

Ken Hogan (Klaus Kinski) i jego gang dokonują napadu na bank. By móc cieszyć się zdobytym łupem muszą wpierw dotrzeć do Meksyku. Nie będzie to łatwym zadaniem, jako że granica pilnowana jest przez strażników. Swą pomoc, oczywiście nie za darmo, oferuje tajemniczy przybysz John Webb (Paolo Casella), znający teren jak własną kieszeń.

Historia podzielona została na dwie części. Pierwsza z nich rozgrywa się w małej chatce, gdzie bandyci czekają na kobietę Hogana mającą dostarczyć skradzione złoto. W międzyczasie przybywają inni podróżni, by odpocząć chwilę i zregenerować siły. Ktoś z przyjezdnych rozpoznaje bandytów, jednak są bezradni wobec uzbrojonego gangu. Atmosfera zagęszcza się wraz z nadciągającą burzą, która oprócz piorunów przyniesie także kilku strażników teksasu.

Druga połowa filmu przedstawia ucieczkę bandytów do granicy z Meksykiem. Powolny marsz w palącym słońcu wzmaga nerwowość i podejrzliwość Hogana wobec Webba. Sprawy nie ułatwiają także zakładniczki, wśród których jedna zdaje się być zarówno obrzydzona jak i zafascynowana hersztem bandy. A jak można się dowiedzieć z innych spaghetti westernów, kobiety spotyka przeważnie okrutny los.

slpd2

Grany przez Kinskiego Hogan to człowiek, który w jednej chwili zamienia kamienną twarz na porywczość dzikiego zwierzęcia. Cóż, Klaus chyba po prostu był sobą. Przechadza się znudzony, patrzy na innych z wyższością, zdarza mu się kilka szaleńczych wybuchów. Webb to typowy bohater spaghetti – spokojny, tajemniczy przybysz mający jakiś ukryty motyw. W tej roli Paolo Casella, który wyglądem jak najbardziej pasuje do tego świata, ale swą grą specjalnie się nie wyróżnia. U lepszego reżysera i w większym filmie grałby pewnie postać drugoplanową lub epizodyczną.

Shoot the Living and Pray for the Dead to bardzo skromny spaghetti western. Nie ma w nim prawie wcale akcji, strzelanin, pościgów czy rozlewu krwi. Kameralność filmu podkreśla zamknięta przestrzeń domku na odludziu oraz częste zbliżenia. Nawet gdy akcja przenosi się na otwarte, niemal pustynne tereny, można odnieść wrażenie że jest to wędrówka donikąd, podróż zredukowana do błądzenia wśród kamienistych i piaszczystych wzniesień. Plenery wcale nie sprawiają wrażenia wolności, przestronności.

slpd4

Giuseppe Vari stawia na wolne tempo opowiadanej historii i lekko niepokojącą atmosferę. W połączeniu z ograniczonym planem i reżyserską dyscypliną, Variemu udaje się utrzymać napięcie i zainteresowanie widza na stałym poziomie. Prostocie historii towarzyszy formalna skromność. Reżyser od początku do końca trzyma się dość surowego stylu, oferując nam proste i czytelne zdjęcia, niekiedy posługując się kamerą z ręki. Obrazowi towarzyszy całkiem klimatyczna muzyka, choć brzdękanie klawiszy fortepianu jest tu używane trochę za często.

Z drugiej strony, powodem do takiego sposobu przedstawienia historii był mikro budżet, a sam film można by uznać za nudny produkcyjniak, w którym nic się nie dzieje. Ja akurat wczułem się w tę skromną historię z niemal senną atmosferą i lekkim, acz wyczuwalnym napięciem. Nie przeszkadzał mi nawet przeskok od jednej części do drugiej, pozostawiając bez odpowiedzi los niektórych postaci. Film raczej dla fanów spaghetti.

Radzę nie sugerować się zwiastunem, jest fatalny i zawiera spoiler! Żeby nie psuć sobie ewentualnego seansu, lepiej wyłączyć najpóźniej w 2:30.

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Hogan, gniew człowieczy

  1. Simply pisze:

    Bardzo lubię ten film i jego lekko ujaraną nastrojowośc. Kiedyś namiętnie grzebałem w spag westach z Klausem, docierając do takich rzadkich pozycji, jak ,, Black Killer”’ , ,, Return of Clint Stranger” , czy ,, La Belva”. Od siebie gorąco polecam ,, Ognuno Per Se” aka ,, Ruthless Four” Giorgio Capitaniego – makaroniarską odpowiedż na ,, Skarb Sierra Madre”, gdzie Klaus nosi czarne lennonki, kapelusz fedora i koloratkę, do tego żywi niezdrowy pociąg do George Hiltona 😀
    Oczywiście nie jest to komedia i dla tego super z jajem to wszystko wychodzi.
    PS. Zajawiasz na prawdę dobre kino.

    • Szubrawca pisze:

      Też próbowałem znaleźć jakieś inne spaghetti z Kinskim ale jego filmografia jest tak duża, że odechciało mi się poszukiwań. Ale „Ognuno per se” postaram się obejrzeć.

  2. Pingback: Nienawistna ósemka (The Hateful Eight, 2015) – reż. Quentin Tarantino | Bezdroża kinomana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s