Ghost Town

ropeandcolt1

The Rope and the Colt (Une Corde, un Colt, 1969), reż. Robert Hossein

Ścigany przez Rogersa (Daniele Vargas) i jego ludzi, Ben Caine próbuje znaleźć schronienie na własnym ranczu. Nim jednak zdoła zamienić choć słowo ze swoją małżonką, depczący mu po piętach bandyci wieszają biedaka na oczach Marii (Michéle Mercier). Niechęć skorumpowanego szeryfa do wymierzenia sprawiedliwości i tchórzostwo jej szwagrów zmuszają kobietę do wzięcia sprawy w swoje ręce. Maria zwraca się o pomoc do przyjaciela zmarłego, Manuela (Robert Hossein), z którym swego czasu łączyło ją coś więcej niż zwykła znajomość.

Wprawdzie historia jest schematyczna, ale została rozegrana w interesujący sposób. Tym razem obyło się bez czarnego humoru, cynicznych bohaterów czy stylowej przemocy. Film Roberta Hosseina jest poważny, dość ponury, podszyty melancholią. Klimat w dużym stopniu budują długie momenty ciszy i wolne tempo. Na twarzach wielu bohaterów wypisane jest cierpienie, bolesna przeszłość, których nie trzeba ubierać w słowa. Choć muszę powiedzieć, że zbolała mina Manuela chwilami śmieszy. Widać nikt nie wspomniał Hosseinowi o zachowaniu umiaru (w końcu kto skrytykuje reżysera/gwiazdę filmu).

ropeandcolt3

Grany przez Hosseina bohater to typowy, małomówny samotnik o nieprzeciętnych zdolnościach strzeleckich. Jak przystało na twardziela, ma swój znak rozpoznawczy, który wlewa niepokój w serca nikczemników. Gdy tylko na jego prawej dłoni pojawi się czarna rękawiczka, liczebność zgonów od zatrucia ołowiem wzrasta. Jego domem jest miasto duchów – wyludniona, rozpadająca się mieścina, której nawet wiatr zbyt chętnie nie odwiedza. Smutny to widok i doskonale pasuje do atmosfery filmu.

Dwie rzeczy są tu miłym zaskoczeniem. Rola kobiet (Maria, Anna) nie została ograniczona do pełnienia funkcji ofiary, zdobyczy czy uwodzicielki. Obie z nich, choć Anna w mniejszym stopniu, mają wpływ na przebieg wydarzeń i losy bohaterów. A nie często kobiety mają coś do powiedzenia w spaghetti westernach. Drugim ważnym elementem jest motyw zemsty. Nie ma tu efektownych pojedynków, które utwierdzają pozycję lepszego, silniejszego. Zemsta jest długą, niekończącą się drogą, z której schodzą tylko umarli. Jak pokazano to tutaj, metoda oko za oko prowadzi do ślepoty po obu stronach, a nie do wyrównania rachunków. Zaczyna się od kawałka liny, wiedzie przez ogień, a kończy na ołowianych kulach.

ropeandcolt2

Najbardziej w tym spaghetti zabrakło mi muzyki Morricone. Jako że nie jestem wielkim fanem klasycznych amerykańskich westernów, początkowo byłem sceptyczny wobec piosenki będącej motywem przewodnim. Teraz przyznaję, że wpada w ucho i nie jest to taka nędza jak w Keomie, ale jednak dla mnie spaghetti westerny mają inne brzmienie. Również wspomniane momenty bez dialogów byłyby lepiej poprowadzone i bardziej klimatyczne z muzyką mistrza. Jest dobrze, ale mogło być lepiej.

W jednym z epizodów (hotelowy recepcjonista) miał wystąpić nie kto inny, jak Sergio Leone. Ostatecznie zastąpił go Chris Huerta, jednak autor kultowych już westernów zostawił po sobie mały ślad. Leone wyreżyserował scenę kolacji – nie trzeba chyba wspominać, że to jedna z najlepszych w filmie. Rozegrana bez słów, przy akompaniamencie spojrzeń, brzdękania łyżek i odgłosów jedzenia. Napięcie miesza się z komizmem. Nie wiedziałem czy zacząć się śmiać czy wypatrywać nagłego wybuchu przemocy. Wydawało się, że scena nie będzie miała końca. Choćby z tego powodu warto sięgnąć po The Rope and the Colt.

Choć to danie trochę bardziej francuskie niż włoskie, to jednak warte spróbowania. Dobrze zagrane i klimatyczne. Zdaje się, że częściej można spotkać ten film pod tytułem Cemetery Without Crosses (Cimitero Senza Croci).

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Ghost Town

  1. conradino23 pisze:

    Na pierwszy rzut oka nie poznałem, bonoglafalem to pod włoskim tytułem „Il cimitero senza croci” (Cmentarz bez krzyży). Fajny, klimatyczne spag-west z nietypowa akcja i surrealistycznym zakończeniem. Scenariusz: Dario Argento 🙂

    • Szubrawca pisze:

      Właśnie ciekawe co było zasługą Argento. W niektórych kopiach jest wymieniony jako współautor scenariusza, ale z kolei reżyser mówił, że Argento nie miał nic wspólnego z filmem. A sam western jest naprawdę dobry. Trafiłem na niego przypadkiem i okazał się jednym z lepszych spaghetti nie nakręconych przez Sergiów 🙂

  2. Wongo pisze:

    Argento niby został wymieniony w napisach, ale w rzeczywistości nie przyłożył ręki do scenariusza. Przynajmniej na takie informacje można natrafić. Ale zastanawiająca jest w tym kontekście fetyszyzacja czarnej skórzanej rękawiczki – pomysł, zdawałoby się, pachnący Darkiem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s