Deratyzacja wskazana

food1

Pokarm bogów (The Food of the Gods, 1976), reż. Bert I. Gordon

Początek filmu jest zarówno obiecujący jak i rozczarowujący. Na plus należy zaliczyć klimatyczne otwarcie. Zimny jesienny dzień, niebo zasłonięte chmurami, wilgotne powietrze, zamglone wybrzeże. Trójka przyjaciół z drużyny futbolowej wyrusza na wyspę by trochę odpocząć przed meczem. Z narracji Morgana (Marjoe Gortner) możemy wywnioskować, że będzie to monster movie z pro-ekologicznym przesłaniem. Jest dobrze.

Niestety chwilę później następują wydarzenia, których ton będzie utrzymany do końca filmu. Jeden z bohaterów umiera zaatakowany przez gigantyczne osy. Koledzy przyjmują jego śmierć dość spokojnie. Mało tego – gdy Morgan szukając telefonu na pobliskiej farmie zostaje zaatakowany przez gigantycznego koguta, nie jest tym specjalnie zdziwiony. Ani historią kobiety (Ida Lupino) o jedzeniu, które czyni zwierzęta przerośniętymi. Jak gdyby nigdy nic, jadą do domu, jednak szybko wrócą na wyspę by wyjaśnić całe to zdarzenie.

Morgan to prawie Rambo. Zawsze opanowany i zaradny, w biegu obmyśla skuteczny plan działania, nawet na chwilę nie traci równowagi. No bo czymże są ogromne osy, kury i krwiożercze szczury? W Armii ciemności jest piękna scena, gdy przeniesiony do średniowiecza Ash (prosty sprzedawca w supermarkecie) pomaga w obronie zamku przed atakiem ożywionych trupów. Chcąc skonstruować skuteczną broń, sprawdza bagażnik swego samochodu w poszukiwaniu czegoś użytecznego – znajduje akademicki podręcznik do chemii… W Pokarmie bogów takie chwyty traktowane są poważnie. Morgan, jak przystało na amerykańskiego futbolistę, jest specem od wszystkiego.

food2

Reszta postaci też specjalnie nie przejmuje się sytuacją. Niby wszyscy boją się o swoje życie, ale bardzo szybko przyjmują te dziwaczne wydarzenia jako coś powszedniego. Co robisz, gdy twoja kobieta jest w ciąży i lada chwila może urodzić? Jedziecie na wycieczkę po niemal bezludnej wyspie, na którą można dostać się tylko promem, kursującym dość rzadko. Kolejne osoby także nie odbiegają od schematu – starsza pani święcie przekonana, że tajemnicza substancja jest darem od Boga, a także pazerny biznesmen mający przed oczami tylko pieniądze, a życie innych ludzi daleko w poważaniu.

Szkoda, że zabrakło emocji i napięcia, rozwinięcia historii i bohaterów. Do tego fatalne efekty w postaci os, robali i dużego, gumowego koguta. Dobrze że nie piszę tego po angielsku.

Z drugiej strony, sceny ze szczurami zrobiono całkiem sympatycznie i dobrze się je ogląda. Reżyser stosuje techniki, których używał już w latach 50. – tylna projekcja, zbliżenie na szczury hasające po makiecie i modelach samochodów, zdjęcia łączone. Sama akcja nie pozwala się nudzić, jako że wydarzenia toczą się w szybkim tempie. Sceneria i wspomniane wcześniej warunki pogodowe tworzą całkiem niezły klimat. Do tego przeciętne aktorstwo, nieco drętwe dialogi, schematyczni bohaterowie i ich zachowanie. Przyjemny monster movie w sam raz na bezsenną noc (jeśli kogoś ciągnie w stronę tandety).

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Deratyzacja wskazana

  1. Kamysto pisze:

    Ciekawe, że zajmujesz się mniej (mało) znanymi filmami. Będę zaglądał częściej. Pozdrawiam

  2. Kamysto pisze:

    ps z jakiego filmu jest kadr w nagłówku strony, ten z Tomem Waitsem. To jest ten Jarmuscha o uciekinierach z więzienia? ;>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s