Chłopak rzeźnika (The Butcher Boy, 1997) – reż. Neil Jordan

Tekst pojawił się również na łamach Popcentrali

butcherboy1

Mechaniczna pomarańcza: Początek

Zadziorny, wulgarny, słodko-gorzki, kipiący energią, bezkompromisowy, groteskowy,
a chwilami cholernie zabawny. Jeśli ktoś myślał, że to Omen był wrednym bachorem, najwyraźniej nie miał wątpliwej przyjemności poznania irlandzkiego rudzielca. Panie
i panowie, Francie Brady, chodząca patologia.

Sama tematyka, choć wyspiarskie ma korzenie, nie będzie obca polskiemu widzowi. Ot, chłopak z nie do końca szczęśliwej rodzinki – ojciec dzierżący tytuł najlepszego pijaka w mieście, skrzywiona psychicznie matka o zapędach samobójczych – na każdym kroku ładuje się w tarapaty. Jak na 12-latka przystało, Francie jest nadzwyczaj żwawy. Pije, pali, kradnie, przeklina, a przede wszystkim toczy boje ze swym arcywrogiem, snobistyczną panią Nugent, którą obwinia o całe zło tego świata. Przy tym dumnie prezentując zarzucane mu świńskie obyczaje. A i religijne oświecenie przeżyje, kumplując się z Najświętszą Panienką i dając księżom we znaki. Chociaż oni jemu też… I jakby tego było mało, ci cholerni komuniści koniec świata szykują! A może to kosmici.

No dobrze, może nie każdy Polak uśmiechnie się pod nosem myśląc „skąd ja to znam”.
Ale jak to jest opowiedziane. Choć nieprzyjemności jest tu dużo i chwilami naprawdę można poczuć nutę smutku i goryczy, film Jordana jest jak przejażdżka kolejką górską. Nie sposób nacieszyć się jednym żartem czy dialogiem, bo oto w kolejce ciśnie się dziesięć następnych. Historia rozgrywa się z taką werwą, że aż głowa może rozboleć od serwowanych atrakcji i nadmiaru czarnego humoru, stanowiących krzywe zwierciadło dla społecznej deprawacji, kościelnej hipokryzji, medycznych praktyk i sąsiedzkich niesnasek.

Każda małomiasteczkowa opowieść odznacza się swoją własną specyfiką. Wszak wszelkiej maści dziwactwa to jak najbardziej wdzięczny temat dla filmowców i nie brakuje ich w kinie. Jednak pierwszy raz widzę taki obraz historii o dojrzewaniu. Jednocześnie film Jordana przywodzi mi na myśl perypetie innego dziwaka, ukazane w australijskiej produkcji Bad Boy Bubby.

butcherboy2

Nawet nie chcę myśleć jak wyglądałby Chłopak rzeźnika, gdyby od stóp do głowy wypełniała go polskość. Toż to esencja męczeństwa. Dookoła bieda, przemoc, śmierć, zakłamanie, niesprawiedliwość i samotność. Mały Francie co raz dostaje cięgi od życia, a że jeszcze młody i nierozumny, dodatkowo potęguje je swym pokrętnym sposobem myślenia. Na szczęście ten mały diabeł jest równie cwany i szybki w gadce, co podatny na degrengoladę. Dlatego też im bardziej dostaje w kość, tym szybciej się podnosi i jeszcze mocniej oddaje. Jednym słowem, chłopak jest na najlepszej drodze, by stać się pełnokrwistym wykolejeńcem. A przecież chciał tylko być szczęśliwy. Żyć tak, jak bohaterowie komiksów i telewizyjnych seriali – dzielnie stawiać czoła światu z najlepszym przyjacielem u swego boku.

W tym rzecz. Irlandzki punkt widzenia wznosi się ponad całe to szaleństwo, racząc nas ironicznym uśmiechem. Duża w tym zasługa narratora, którego ton głosu i sposób wypowiedzi pozwalają widzowi na odrobinę dystansu, przyjęcie owego dobrodziejstwa z przymrużeniem oka. Niezależnie od ilości szamba spływającego na bohatera, gdzieś tam nadal tętni życie. Zawsze można zrobić kolejny krok (choć nie zawsze w dobrym kierunku). W Polsce mielibyśmy tylko szambo. Tak o, taplać się i brodzić.

W główną rolę wcielił się wtedy 14-letni Eamonn Owens. Wulkan energii, doskonale radzący sobie ze wszystkimi kwestiami i wyczynami. Dość powiedzieć, że jeśli spotkam kiedyś takie dziecko zastanowię się, czy dzwonić po egzorcystę, czy od razu zamknąć
w lochu. Istny koszmar pedagoga, choć na pewno każda babuszka byłaby szczęśliwa, mając takie żywe srebro za wnuczka. Niemniej ciekawie rysuje się drugi plan. Stephen Rea, ulubiony aktor Jordana, jako ojciec tytułowego chłopca; Brendan Gleeson w roli jednego
z księży prowadzących zakład poprawczy; Fiona Shaw wcielająca się w znienawidzoną przez chłopca snobkę czy wreszcie Sinéad O’Connor w roli Matki Boskiej, stanowią idealne dopełnienie całości.

Tym razem Neil Jordan odsunął na bok oniryczną baśń, której elementy możemy znaleźć
w każdym jego filmie, a zwłaszcza w świetnym Towarzystwie wilków. W tej bajce liczy się zuchwałość i mordercze szyderstwo ze społeczeństwa. In Yer Face!

Irlandia, USA / 1997 / dramat, komedia / 109 minut
Reżyseria: Neil Jordan
Scenariusz: Neil Jordan, Pat McCabe (na podstawie powieści McCabe’a)
Zdjęcia: Adrian Biddle
Muzyka: Elliot Goldenthal
Montaż: Tony Lawson
Występują: Eamonn Owens, Alan Boyle, Fiona Shaw, Stephen Rea, Brendan Gleeson, Sinéad O’Connor

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s