Mężowie (Husbands, 1970) – reż. John Cassavetes

Tekst pojawił się również na łamach Popcentrali

It’s A Man’s Man’s Man’s World

Początek filmu. Montaż zdjęć przedstawiających czterech najlepszych przyjaciół i ich rodziny na wspólnym spotkaniu. Żony rozmawiają, dzieci bawią się w basenie, a tytułowi mężowie prężą swe muskuły w najlepsze, posilając się piwem. Cięcie. Trzech przyjaciół jedzie na pogrzeb czwartego. Nastrój ulega wyciszeniu, znika radość. Śmierć jednego
z nich odsłania rysę na dotychczasowym obrazie. Zdając sobie sprawę z upływającego czasu
i własnych słabości, przyjaciele postanawiają dowieść, że są jeszcze coś warci.

Pod tytułem filmu pojawia się napis „komedia o życiu, śmierci i wolności”. Szkoda tylko, że nikomu nie jest do śmiechu, a jedynym komizmem jest tutaj żart losu, który czyni owe życie, śmierć i wolność zwykłą kpiną. Podniosłe przemówienia, formalne stroje i błyszczące czarne samochody na cześć osoby, do której te rzeczy kompletnie nie pasowały. Życie przyjaciół zmarłego, trzech mężczyzn uwięzionych
w codziennej rutynie, prywatnych nieszczęściach. Wypełniających określone role, postępujących według przyjętych norm i społecznych oczekiwań. Wolność, którą nie potrafią się cieszyć, zdławieni poczuciem winy, powinnościami wobec rodzin.

Kolejny raz Cassavetes wali obuchem po łbie, prezentując bohaterów wyjętych z życia. Na pierwszy rzut oka zadowolonych z siebie, ustatkowanych, dobrze sytuowanych. Typowych przedstawicieli klasy średniej, którym niczego nie brakuje. A jednak odejście przyjaciela sprawia, iż zaczynają wątpić, opuszczać gardę i okazywać rozkojarzenie. Dotarli do określonego etapu życia, na którym nie są już silni, młodzi, zdolni, a świat nie stoi przed nimi otworem. Dotychczasowe lata jawią się jako rozczarowanie, wypełnione są niezrealizowanymi marzeniami.

husbands2

Napędzana męską przyjaźnią próba ponownego zdefiniowania swego życia zmienia się w zwyczajny maraton niezręczności, gadania bzdur, błaznowania. Chcą udowodnić sobie własną wartość, pokazać, że jeszcze drzemie w nich spontaniczność i zwierzęca energia. Jednak sportowe, alkoholowe, hazardowe i towarzyskie ekscesy tylko uwydatniają ich obecną kondycję. Samczy wizerunek ze wszystkimi jego męskimi przymiotami zdradza podatność na uszkodzenia, odsłania kryjącą się w nim wrażliwość. Ów silny, spełniony mężczyzna klasy średniej okazuje się być po prostu zmęczony.

I tak jak we wcześniejszych Twarzach (1968), ten mityczny skok w bok mający uzdrowić sytuację i przegonić zmartwienia, kończy się gorzkim powrotem do normalności. Chociaż koniec tu nie następuje, zakończenie nie domyka żadnego wątku. Film po prostu urywa się w pewnym momencie. Mężowie pokazują pewien epizod z życia bohaterów – historia równie dobrze mogłaby zaczynać się w chwili powrotu do domu. Po doświadczonej przygodzie widz zostaje sam, bez pożegnania, bez odpowiedzi.

To rzeczywiście jest komedia. Ludzie narażają się na śmieszność, a wszelkie ich starania
i próba oszukania losu zmieniają się w żałosną szamotaninę. Duży w tym udział ma kamera, która nieznośnie długo każe nam obserwować poszczególne epizody. Czasem jest to ciekawe i aż chce się patrzeć na dalszy bieg wydarzeń (jak scena ze śpiewaniem It Was Just a Little Love Affair, w której to aktorka nie wiedziała, iż jest filmowana), lecz częściej jest to zwyczajnie bolesne i męczące, gdyż odsłania ludzką słabość w iście żenujących sytuacjach. Nie jest to ziarnista surowość czarno-białych Twarzy, ale nadal obraz pozostaje niewygodnie szczery.

husbands3

Cassavetes raz jeszcze sięgnie po zagadnienie przemijania. Główna bohaterka Premiery (1977) w obliczu konfrontacji z nastoletnią fanką oraz przez odgrywaną rolę starzejącej się kobiety, próbuje za wszelką cenę walczyć z upływem czasu. Jak wspomniani mężowie, Myrtle Gordon chce udowodnić sobie i innym, że jest nadal młoda. Stara się utrwalić przeżywany moment, swój wizerunek za pomocą sztuki. Łamie zasady, zmienia kwestie, wprowadza odrobinę humoru i życia w zamkniętą strukturę Drugiej kobiety. Bohaterka nie chce pogodzić się z własnym wiekiem, jednak kontakt z 17-latką przywraca do życia „pierwszą kobietę” – młodą Myrtle, pełną zapału, miłości, pasji, dla której jeszcze wszystko było możliwe. Dlatego też najważniejszy pojedynek odbywa się w umyśle Myrtle, jej sumieniu, a nie na deskach teatru. Musi wypuścić z rąk przeszłość i pogodzić się z teraźniejszością.

Pod względem treści filmy Johna Cassavetesa są nudne i banalne jak życie. Pod względem formy są proste, pozbawione ozdobników, autentyczne, jakby zarejestrowane przypadkiem. Odwołują się do emocji, dają okazje do podglądania, obserwowania codzienności innych ludzi, jednocześnie obarczając widza współodpowiedzialnością za rozgrywające się wydarzenia. A to wcale nie tak częsta sytuacja w kinie.

USA / 1970 / dramat, komedia / 142 minuty
Reżyseria: John Cassavetes
Scenariusz: John Cassavetes
Zdjęcia: Victor J. Kemper
Montaż: Peter Tanner
Występują: Ben Gazzara, Peter Falk, John Cassavetes

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Mężowie (Husbands, 1970) – reż. John Cassavetes

  1. Pingback: Cassavetes, Falk, Gazzara. Animals. | Bezdroża kinomana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s