Zabójstwo chińskiego bukmachera (The Killing of a Chinese Bookie, 1976) – reż. John Cassavetes

Tekst pojawił się również na łamach Popcentrali

bookie1

In a Lonely Place

W swym najbardziej osobistym filmie, guru amerykańskiego kina niezależnego John Cassavetes sukcesywnie niszczy gatunkowe prawidła kryminału. Brakuje tu dynamicznej akcji, sensacyjnej intrygi, samochodowych pościgów czy spięć pomiędzy gangsterami. Wprawdzie znalazło się miejsce na strzelaninę, jednak na tle całego obrazu wygląda ona komicznie, jakby była wciśnięta na siłę. W połączeniu z sennym klimatem i powolnym tempem opowieści, elementy te jeszcze bardziej uwydatniają dystans dzielący reżysera od „Fabryki Snów”.

Łatwo zauważyć paralele między losami bohaterów, a życiową sytuacją ich autora. Chcąc tworzyć własne kino, dotykające prawdziwego życia i emocji, Cassavetes był skazany na ciągłą walkę. Stojąc w opozycji do wielkich wytwórni Hollywoodu, ich sztucznej stylistyki
i schlebiania publice (czego też doświadczył na własnej skórze, gdy studio dowolnie ingerowało w Spóźnionego bluesa i Dziecko czeka, czyniąc z Johna zwykłego wyrobnika), Cassavetes jednocześnie musiał dostosować się do ich reguł. Aktorskie występy w kinie głównego nurtu były jedynym pewnym sposobem na finansowanie osobistych projektów. Choć nie zawsze było to zwykłym kasowaniem czeku – role w Parszywej dwunastce
i Dziecku Rosemary chałturą bynajmniej nie są.

Rzutując te doświadczenia na ramy gatunku, Cassavetes stworzył film noir skoncentrowany na postaciach. Rzecz dzieje się w obskurnym światku nocnego Los Angeles, które wcale nie tętni życiem. Lokale świecą pustkami, ludzie snują się jak zjawy. Jedną z nich jest Cosmo Vitelli (Ben Gazzara). Hazardzista, właściciel klubu nocnego Crazy Horse West. Facet ma styl, ale nie klasę, jak sam zwykł mawiać. Poznajemy go w chwili, gdy spłaca swe ostatnie należności i wkracza na drogę do szczęścia. Jednak spokój i bycie sobą znowu muszą pójść w odstawkę. Tego samego dnia, w którym mówi do siebie z uśmiechem „I’m great”, nabija dług w wysokości 23 000 dolarów. Trzymający rachunek gangsterzy szybko przedstawiają alternatywę. W zamian za anulowanie spłaty, Cosmo będzie musiał zabić chińskiego bukmachera.

Raz jeszcze bohaterowi podążającemu swoją drogą zostaje narzucona maska. W jednej chwili człowiek posiadający styl, dumny z własnej profesji i sposobu działania jest redukowany do roli ulicznego cyngla. Gra według cudzych zasad okazuje się pierwszym krokiem do bezwolnego upadku bohatera. Czas zaczyna dłużyć się w nieskończoność, a sam Cosmo zdaje się nie wierzyć w pozytywne rozwiązanie sytuacji. Jak w filmie noir, jest przegrańcem, którego złudzenia o dopięciu swego pozbawiają go ochronnej tarczy
w najgorszej chwili. Mamiony przyjacielskim gestem Morta (mężczyzna fatalny?), staje się zwykłym pionkiem, traci godność i pewność siebie.

bookie3

Przerysowanym odbiciem Cosma (oraz samego reżysera) jest występujący w jego klubie Mr. Sophistication (Pan Finezja…). Osobistość, która każdej nocy zmienia się w błazna na scenie podrzędnego kabareciku. I niezależnie od starań, zawsze dostaje w kość. Jeśli zawali występ, cała pogarda skierowana jest w jego stronę. Gdy publika jest rozentuzjazmowana – to zasługa półnagich kobiet. Mimo to, Mr. S codziennie tam wraca. Cosmo akceptuje swój los z kamienną twarzą. A Cassavetes grał dla wielkich wytwórni. W swym monologu, zmęczony życiem Cosmo stwierdza, iż trzeba naprawdę ciężkiej pracy, by być szczęśliwym, by czuć się komfortowo. Niezależnie od podejmowanego zajęcia, należy „wybrać osobowość”, sprzedać ludziom to, czego oczekują. I zrobić to najlepiej, jak się potrafi.

W ten sposób autor opisuje swoje hollywoodzkie doświadczenia. Aby przemycić do kina jakąś cząstkę siebie, przemówić własnym głosem musiał wpierw udawać, zaspokajać najprostsze potrzeby szarej masy. I choć nie lubił przeciętnego, amerykańskiego widza oraz blasku jupiterów, chciał być usłyszany, chciał dotrzeć do ludzi. Podobne sprzeczności wypełniają świat jego bohaterów – ludzi pozostających w cieniu, których marzenia deptane są w chwili, gdy próbują wyjść na światło.

Jedno trzeba przyznać – kiedyś robiono fatalne zwiastuny:

USA / 1976 / dramat, kryminał / 135 minut
Reżyseria: John Cassavetes
Scenariusz: John Cassavetes
Zdjęcia: Mitch Breit, Al Ruban
Muzyka: Bo Harwood
Montaż: Tom Cornwell
Występują: Ben Gazzara, Seymour Cassel, Meade Roberts, Timothy Carey, Azizi Johari

Advertisements

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s