Friedkin poleca

Amerykański reżyser William Friedkin odbierze dziś nagrodę za całokształt twórczości na Festiwalu Filmowym w Wenecji. Choć ma na swoim koncie przeszło 20 produkcji, powszechnie znane są zaledwie dwa tytuły – Francuski łącznik i Egzorcysta. Kolejne dwa warte uwagi (Cena strachu oraz Żyć i umrzeć w Los Angeles) cieszą się uznaniem w nieco mniejszym gronie. Nakręcony w 2011 roku Zabójczy Joe, przepełniony groteską i czarnym humorem dowodzi, iż Friedkin nadal żyje i nie zamierza przechodzić na emeryturę. Warto posłuchać, jakie filmy inspirowały reżysera oraz co sądzi o szkole filmowej i współczesnym kinie. Enjoy.

Advertisements

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ludzie kina i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Friedkin poleca

  1. Moim zdaniem Cena Strachu jest dziełem najwybitniejszym w jego dorobku. Oglądałeś może?

  2. Simply pisze:

    ‚Onibaba’ na pierwszy strzał, to mi się podoba …. film grożny, jak diabli, miałem po nim koszmary. Był w kinach sto lat temu, pt. ‚Kobieta Diabeł’. ‚Z’ Costy Gavrasa nie widziałem ( film o puczu Czarnych Pułkowników W Grecji ). Lata temu oglądałem jego ‚Sekcję Specjalną’ – bardzo demaskatorski film dotykający mocno niewygodnego dla Francuzów tematu kolaboracji
    ”za Niemców”. Z tego filmu Friedkin wyhaczył Bruno Cremera do ‚Ceny Strachu’.
    Tak się od jakiegoś czasu noszę z zamiarem nadrobienia zaległości w tych politycznych filmach, przede wszystkim ‚Bitwę o Algier’ Pontecorvo muszę zaliczyc.
    Gośc leci samymi arcydziełami, a tu nagle bach! ‚Blob’ ze Steve McQueenem 😀

    • Szubrawca pisze:

      „Onibaba” i „Z” czekają w kolejce do obejrzenia. Widziałem kiedyś „Bitwę o Algier”, ale nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia. Jestem dosyć obojętny na kino polityczne, więc może dlatego. Ale na pochwałę zasługuje realizacja. Film jest surowy, czarno-biały, wygląda niemal jak dokument. To zdecydowanie mocna strona. No i muzyka, ale to wiadomo – Morricone. A właśnie że „Blob” jest świetny! McQueen dopiero raczkował, więc żeby być bardziej poważnym wystąpił jako Steven McQueen. Później już chciał być cool i młodzieżowy, więc Steve. Przyjemne SF lat 50. Kisiel puszczany po zdjęciach to kamień milowy w historii efektów specjalnych…

  3. Simply pisze:

    Pewnie, że świetny, remake też całkiem udany.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s