Kronika Hellstroma (The Hellstrom Chronicle, 1971) – reż. Walon Green i Ed Spiegel

Tekst pojawił się także na łamach Popcentrali

hellstrom2

Dawno temu w trawie

Kinomani znają Walona Greena jako scenarzystę Dzikiej bandy, antywesternowego arcydzieła w reżyserii Sama Peckinpaha, czy też friedkinowskiej Ceny strachu. Jednak mało kto pamięta o jego karierze reżyserskiej. Wprawdzie była krótka i składały się na nią same dokumenty, ale dzięki jednemu z nich Green zdobył Oscara za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny. Zasłużenie. Entomologiczna Kronika Hellstroma to dzieło w równym stopniu biologiczne, co apokaliptyczne
i satyryczne.

Owa ponura wizja skupia się na najsilniejszej grupie ziemskich stworzeń – insektach. Wsparty naukowymi faktami wywód udowadnia, iż to właśnie owady, a nie człowiek, są zdolne do przystosowania się do każdej zmiany. Do wytworzenia odporności na stosowane przez ludzi pestycydy. Także do pokonania innych gatunków. Czy to przenosząc śmiertelne choroby, godząc ofiary swą własną trucizną czy też niszcząc uprawy żywności.

Pozornie drobne, nieistotne żyjątka, które często kończą pod podeszwą buta, wielokrotnie powiększone zyskują demonicznego wyglądu. Beznamiętne „maski”, ostre żuwaczki, wyłupiaste oczy, fantastyczne kształty. Dziwaczne zachowania, budowa ciała, sposoby poruszania się i komunikacji. Włochate, skorupiaste lub obślizgłe pokrycie organizmu. Codzienne życie bije na głowę wyobraźnię twórców kina spod szyldu science-fiction.

hellstrom3

Nawet po 42 latach od premiery, Kronika cieszy oko pod względem formy, w niczym nie ustępując współczesnym filmom przyrodniczym. Zdjęcia makro odsłaniają przed widzem najmniejsze detale w budowie ciała i postępowaniu owadów – walkę, konsumpcję, grupową organizację, prokreację. Obrazowi towarzyszy muzyka niczym z najlepszego thrillera, za którą odpowiedzialny był Lalo Schifrin (Brudny Harry, Mission: Impossible, Bullitt). Audiowizualną stronę filmu urozmaicają odpowiednio wydobyte odgłosy samej natury oraz efekty dźwiękowe, które portretują przyrodę jako mało przyjazną, niezbyt spokojną i nieszczególnie urokliwą.

Obok scen ukazujących pierwotne instynkty i brutalną codzienność owadziej populacji, znalazło się również miejsce dla spokojniejszych momentów. Czy to przemiana zwykłej gąsienicy w pięknego motyla, czy też uchwycony dzień, a zarazem i cały żywot jętek, które wykluwają się o świcie, a umierają wraz z zachodem słońca. Nie wspominając o naturalnej urodzie niektórych bohaterów filmu.

Jest i wyraźny humor, jak choćby w scenie kopulacji czarnej wdowy. Powolne, miarowe ruchy uwodzicielki, bezbłędny komentarz na temat jej seksualności i autentycznie głupawy wygląd partnera, który wyczuwając „okazję” pakuje się w solidne tarapaty.
W trakcie miłosnego aktu muzyka przechodzi z łagodnego, ciepłego brzmienia w żywiołowe dźwięki gitary elektrycznej ilustrującej próbę ucieczki ośmionogiego Don Juana. Próbę.

Wrażenie musiało być niebotycznie większe, gdy film wyświetlano na ekranach kin w latach 70., a na widowni znalazła się jakaś biedna duszyczka pod wpływem narkotyków.

hellstrom1

Przewodnikiem po ich świecie (owadów, nie narkomanów) jest dr Nils Hellstrom. Przez głoszone rewelacje pogardliwie nazywany fanatykiem, szaleńcem, heretykiem. Choć postać uczonego została stworzona na potrzeby filmu, posługuje się naukowymi danymi. Patetyczne przemowy, widoczna obsesja na punkcie badań i ton głosu sugerujący pojęcie wiedzy tajemnej sprawiają, iż Hellstrom pod względem narracji mógłby spokojnie konkurować z Wernerem Herzogiem.

Tytułowa persona stanowi klucz do odbioru Kroniki. Oto widzimy „proroka”, którego mroczne wyobrażenia mają na celu zaszczepienie ziarna paranoi, utrzymanie widza
w napięciu i poczuciu zagrożenia. Zestawienie doskonale adaptatywnych i zorganizowanych insektów ze słabymi, dążącymi do autodestrukcji homo sapiens jest jednoznaczne. Treść wypowiedzi Hellstroma czyni Kronikę niemal anty-przyrodniczą propagandą. Owady przedstawiane są jako czyste zło, stworzone by pożerać i rozmnażać się. Nie posiadają inteligencji, duszy ale też i głupoty czy zwątpienia. Reagują instynktownie, by wypełnić swój jedyny życiowy cel – przetrwać.

Film posługuje się materiałami dokumentalnymi, ale to nadal kino. Ze świetnymi zdjęciami
i dobrą muzyką. Nieco cyniczne, fantastyczne, efektowne. Przedstawiające temat w taki sposób, że nie raz czułem się jak zwykły podglądacz, a nie eksplorator świata przyrody.
Z dzisiejszego punktu widzenia można je nawet potraktować jako satyrę na tradycyjne produkcje tego gatunku. Dla fanów amerykańskiego sci-fi lat 50. seans obowiązkowy.

USA / 1971 / dokumentalny, thriller / 90 minut
Reżyseria: Walon Green, Ed Spiegel
Scenariusz: David Seltzer
Zdjęcia: Helmuth Barth, Walon Green, Vilis Lapenieks
Muzyka: Lalo Schifrin
Montaż: John Soh

Advertisements

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s