Niechciane dzieci „Krwawego” Sama Peckinpaha – Niebezpieczni kompani (1961), Junior Bonner (1972), Konwój (1978)

W tym miesiącu gościem honorowym Kinomisji jest Sam Peckinpah, legendarny amerykański reżyser, twórca kultowych westernów (Strzały o zmierzchu, Major Dundee, Dzika banda, Pat Garrett i Billy Kid). Niestety często odbierany jest tylko na poziomie filmowej przemocy. A przecież „Krwawy”, nomen omen, Sam to przede wszystkim poeta męskiego kina – wpisywał weń nostalgię za dawnymi wartościami Starego Zachodu; darzył sympatią indywidualistów, samotników, społecznych wyrzutków, ludzi postępujących według wewnętrznego kodeksu; nadał pewien romantyczny rys historiom
o doświadczonych przez życie mężczyznach; cenił wolność i bunt wobec narzucanych zmian; podejmował temat przemijalności. Zasłynął doskonałym montażem i użyciem techniki slow motion (tak, przemocą też). Był również nie lada awanturnikiem, nie stronił od alkoholu, narkotyków, romansów i barowych burd. Jak powiedział jeden ze współpracowników:
„Był geniuszem przez 3 godziny dziennie. Czasami dłużej, zależy ile wypił”. Naturalnie, przez swój charakter i styl bycia miewał problemy z kręceniem i montowaniem filmów po własnej myśli. Jego życie obfitowało w liczne anegdoty. Powszechne uznanie krytyki
i widowni zyskał dopiero po śmierci. Grzech tego pana nie znać, dlatego zapraszam:

Niebezpieczni kompani (The Deadly Companions, 1961)

Pierwszy krok w kierunku kina Peckinpah poczynił w 1961 roku, mając za sobą pracę przy telewizyjnych serialach. Na stanowisko reżysera został zatrudniony jako zwykły wykonawca i nie otrzymał prawa do ostatecznego montażu. Mimo to, film zwiastuje kierunek, w jakim będzie podążał w przyszłości.

Ów western opowiada historię bezimiennego jeźdźca, zwanego Jankesem od kawaleryjskich spodni z żółtym paskiem (Yellowleg), który przemierza kraj w poszukiwaniu zemsty. Gdy znajduje swa ofiarę w towarzystwie kompana, zwabia ich podstępem do Gila City, aby obrabować bank. Na miejscu okazuje się, że inna banda postanowiła dokonać napadu,
a w zaistniałej strzelaninie Jankes zabija dziecko saloonowej tancerki. Trapiony wyrzutami sumienia postanawia eskortować kobietę do Siringo, aby pochować chłopca u boku ojca.

W Niebezpiecznych kompanach pobrzmiewają echa romantycznej ballady, która dojdzie do głosu w późniejszych utworach reżysera. Prosta fabuła odsłania emocjonalne tło: wendetta zmienia się w przeprawę przez ziemię Apaczów, dając szansę na zmierzenie się ze swoim sumieniem i zyskanie odkupienia. Zemsta traktowana jest dojrzale, jako wyniszczająca
i pokrętna ścieżka dla każdego, kto na nią wstąpi.

Także bohaterowie stanowią zapowiedź samotników i społecznych outsiderów obecnych
w dojrzałej twórczości reżysera. Kit jest sponiewieraną przez los kobietą, piętnowaną za profesję tancerki i nieślubne dziecko. Jankes to zmęczony życiem dla zemsty mężczyzna, który pod wpływem popełnionych błędów zaczyna rewidować dotychczasowe postępowanie. Nie tylko nie wpisuje się w tradycyjny obraz „tego dobrego”, ale jest też bohaterem dysfunkcyjnym, nie może unieść ręki i wymierzyć z rewolweru – toż to oznaka impotencji na Dzikim Zachodzie, istny kryzys męskości.

Jako że studio patrzyło reżyserowi na ręce, mimo sprawnej pracy przy niskim budżecie, możemy mówić o dosyć klasycznym westernie z triumfem sprawiedliwości w myśl społecznych zasad włącznie. Co nie zmienia faktu, że jest to godny wstęp do dalszej filmografii Amerykanina.

Swoją drogą pamiętam, jak w liceum obudziłem się którejś niedzieli o 5 rano. W telewizji leciały akurat powtórki Alfa. Trafiłem na odcinek, w którym kosmaty kosmita zakrada się do domu pani Ochmonek, a wystraszona kobieta wzywa policję sądząc, że to włamywacz. Niebiescy otaczają dom i z bronią wycelowaną w jego kierunku nakazują intruzowi się poddać. Alf nie traci rezonu i zamierza uciec, a do tego potrzebuje odgłosów wystrzałów.
W telewizji znajduje Strzały o zmierzchu, drugi western Sama, zgłośnia telewizor i dopina swego. Gdy policjanci chowają się przed filmowymi wystrzałami, Alf kwituje całą sytuację: „Na Peckinpaha zawsze można liczyć”. Święte słowa.

Junior Bonner (1972)

Na pierwszy rzut oka Junior Bonner jest osobliwym punktem w twórczości „Krwawego” Sama, który na tym etapie znany był głównie z obrazów przemocy. W chwili premiery zebrał mieszane recenzje i poniósł klęskę w kinowych kasach. Widownia była zniesmaczona filmem Peckinpaha, w którym nikt nie umiera. A jednak dzieło to doskonale oddaje uwielbienie reżysera do określonego typu postaci i systemu wartości, a także nostalgię za Starym Zachodem.

Głównym bohaterem jest Junior Bonner, z wolna starzejący się mistrz rodeo, który powraca w rodzinne strony do Prescott w stanie Arizona, aby raz jeszcze zmierzyć się
z nieokiełznanym dotąd bykiem o wdzięcznym imieniu Słoneczko. Oczekując na występ obserwuje zmiany, jakie zaszły w tym miejscu i jego mieszkańcach.

Już na początku filmu reżyser serwuje nam swój znak firmowy, precyzyjny montaż połączony ze slow motion. Zazwyczaj przedstawiał w ten sposób strzelaniny i śmierć poszczególnych jednostek. Tym razem wydźwięk tego zabiegu jest donioślejszy, widzimy, jak wielki buldożer niszczy dom zbudowany przez ojca Bonnera. To dosłownie koniec świata, odejście pewnych wartości pod duszącym naciskiem „nowego”. Zamiast posiadać ziemię i tworzyć ostoję dla kolejnych pokoleń, coraz mocniej promowane są domy na kółkach, przyczepy kempingowe. Dzikie zwierzęta kończą zamknięte w klatkach,
a olbrzymie maszyny budowlane zamieniają krajobraz w pustynną scenerię, która wkrótce zmieni się w nowoczesne osiedla.

Matka Juniora powie w pewnym momencie: „Czasy się zmieniły”. Tych samych słów użyje szeryf Pat Garrett z późniejszego filmu reżysera, słysząc odpowiedź Billy’ego Kida: „Czasy może i tak, ale nie ja”. Dla brata Juniora, dewelopera i człowieka postępowego, dawny styl życia to tylko historia, turystyczna atrakcja na niedzielne popołudnie. Tytułowy bohater zaś wchodzi w buty Kida, przyjmuje rolę ostatniego kowboja, samotnika żyjącego w drodze, którego jedynym dobytkiem jest koń i samochód. Wybiera egzystencję podług kodeksu odchodzącego w niepamięć.

Junior Bonner to także portret skłóconej rodziny, która doświadcza osobistych problemów
i społecznych przemian, jednak nic nie jest w stanie przerwać jej więzów. Spotkanie po latach obraca się wokół dwóch dużych wydarzeń, parady i rodeo. W nich przeszłość spotyka teraźniejszość, one bronią dawne obrzędy przed zniknięciem. Używając nawet 9 kamer jednocześnie, Peckinpah doskonale wplata je w fabułę i życie postaci.

Reżyser zawsze darzył swoich bohaterów sympatią i Junior Bonner jest tego doskonałym przykładem. To najbardziej optymistyczne dzieło Amerykanina, najwięcej w nim ciepła
i humoru, czułości i nadziei. Jest też jednym z bardziej osobistych – on również stracił rodzinną farmę.

Konwój (Convoy, 1978)

Jak żaden inny film reżysera, Konwój pełen jest sprzeczności. Pod koniec lat 70. Peckinpah potrzebował komercyjnego hitu, aby podreperować swoją karierę. Zgodził się reżyserować projekt inspirowany piosenką country i nawet otrzymał wolną rękę, lecz praca na planie była katastrofą. Idea tytułowego konwoju (bunt wobec skorumpowanego rządu, pragnienie wolności) i jego uczestnicy (kierowcy jako kowboje autostrad, poczucie wspólnoty) byli wręcz stworzeni dla Amerykanina, acz efekt końcowy nierzadko prowadzi na manowce. Krytyka zmiażdżyła go po premierze, ale ten stał się największym kasowym przebojem Sama… i wcale jego kariery nie uratował.

Historia jest niezwykle prosta i uniwersalna. Kierowcy ciężarówek z Gumowym Kaczorem na czele chcą jedynie uczciwie zarabiać, wspierać swoją drogową familię i prowadzić rozmowy przez CB-radio. Niestety ich drogę zbyt często zastępuje szeryf Lyle, specjalizujący się w wymuszaniu łapówek i nękaniu niewinnych. W końcu sytuacja wybucha i po wielkiej knajpianej bójce ze stróżami prawa, kierowcy wsiadają do swych maszyn
i pędzą do granicy stanu. Na trasie dołączają do nich inni, tworząc konwój.

Na lata 70. przypadły w Stanach złote czasy radia CB oraz uwielbienie dla wielkich ciężarówek i ich macho kierowców. Dodatkowo materiał posiadał potencjał na miarę znakomitego Znikającego punktu (1971). Co zatem poszło nie tak? Przede wszystkim brakuje mu określonego celu, jego motywacja jest zbyt mętna, aby sięgnąć alegoryczności „znikającego” Kowalskiego. Gumowy Kaczor stwierdza, że „Celem konwoju jest parcie naprzód”, jednak komediowy ton i rozwiązania fabularne podważają jego esencję. Oczywiście nie ma w tym nic złego – to nadal przyjemna rozrywka, która chwilami wygląda naprawdę świetnie (zdjęcia i kaskaderka). Jednak nie to jest najciekawsze.

Strona produkcyjna zasługuje na własny film. Demony Sama zżerały go coraz bardziej, przez co aplikował sobie sowite porcje alkoholu, kokainy, marihuany i innych specyfików, co tylko utrzymywało go w rozsypce. Miał problemy z porozumiewaniem się z ekipą
i koordynowaniem dużych scen, przekraczając tym samym budżet i grafik. Operator czasami nie wiedział, co ma kręcić, a aktorzy byli zachęcani do improwizowania, z mizernym skutkiem. Ponoć część filmu wyreżyserował James Coburn, zatrudniony jako reżyser drugiej ekipy, gdy Peckinpah zamykał się w swojej przyczepie. Jak mówił odtwórca głównej roli w Pat Garrett i Billy Kid: „Nie było żadnych spięć, bo nikt nie wiedział, co tam się kurwa działo”. Aczkolwiek Steve McQueen pojawiał się na planie wściekły, podejrzewając małżonkę, Ali MacGraw, o romans.

Chaos ten znalazł swoje odbicie w postprodukcji. Peckinpah nakręcił niemal 3 razy więcej materiału, niż do Dzikiej bandy. Co gorsze, zupełnie nie miał koncepcji odnośnie montażu,
z którego przecież słynął. Jego wersja trwała 3,5 godziny, o czym wytwórnia nawet nie chciała słyszeć. Zapędziwszy się w kozi róg, reżyser pozwolił producentom przejąć film. Wprawdzie wszystko zakończyło się finansowym sukcesem, jednak minie aż 5 lat zanim Peckinpah wróci, po raz ostatni, na plan zdjęciowy.

Mało kto dzisiaj pamięta o tym kinie drogi. Jedynie figurka kaczora z ciężarówki głównego bohatera wylądowała na masce Kaskadera Mike’a w Death Proof Tarantino. I choć legendarny twórca nie raz udowadniał, że stać go na więcej, ze względu na humorystyczne zabarwienie konwój jedzie dalej.

Teksty pojawiły się także na łamach Kinomisji, gdzie znajdziecie
resztę filmografii reżysera, tę bardziej znaną i uznaną.

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Film i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Niechciane dzieci „Krwawego” Sama Peckinpaha – Niebezpieczni kompani (1961), Junior Bonner (1972), Konwój (1978)

  1. Pingback: Zakładnik (Collateral, 2004) – reż. Michael Mann | Bezdroża kinomana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.