Swobodni Jeźdźcy, Wściekłe Byki – recenzja osławionej książki Petera Biskinda + nadchodzący film Quentina Tarantino

Francis Ford Coppola – Czas Apokalipsy (1979)

Jak pokolenie seksu, narkotyków i rock ‘n’ rolla uratowało Hollywood

Dekada lat 70. w kinie amerykańskim przeszła już do legendy. Nigdy wcześniej i nigdy później nie było drugiej takiej. Po latach dobrobytu, bezradni producenci i właściciele wielkich wytwórni tracili swoją publikę, nie mieli pojęcia o widowni czasów kontestacji, młodym pokoleniu, jego sposobie myślenia i wartościach. Do głosu dochodziła kontrkultura, rewolucja była nieunikniona: w technologii, sposobie kręcenia, postprodukcji, marketingu i dystrybucji, mentalności, obyczajach (morderstwa sekty Mansona, wojna w Wietnamie, afera Watergate, paranoja, protesty, dochodzenie do głosu mniejszości, wzrost przestępczości, cen i bezrobocia, zamieszki na kampusach studenckich itp.). Na ich szczęście, poza murami hollywoodzkiego królestwa snów początkujący filmowcy tworzyli niskobudżetowe dzieła niosące się coraz szerszym echem. Wielu z nich kończyło szkoły filmowe, byli więc upragnionym ratunkiem – przygotowani do zawodu, młodzi, ambitni. Zasiliwszy szeregi studia, kręcili co chcieli i jak chcieli. Przy budżetach rzędu 1-3 milionów dolarów, tworzyli arcydzieła zarabiające krocie. Odwrotnie do czasów obecnych, producenci cenili kreatywność i nowatorskie podejście, świeże twarze i pomysły. Zaś królem w całym przedsięwzięciu był zawsze reżyser, jego osoba została wyniesiona do rangi gwiazdy rocka. Spotkanie De Palmy, Scorsesego czy Coppoli było dla kinofilów niczym kontakt z samym Bogiem. Z dnia na dzień zyskiwali sławę, twórczą niezależność i miliony zielonych. Nazwisko reżysera otwierało wszelkie drzwi, nawet, jeśli miał na koncie kilka słabszych lub zwyczajnie nieudanych filmów. Lata 70. to zdecydowanie Dekada Reżyserów – autorów, artystów, osobowości, ale też narkomanów i skur…

Ów krajobraz artystycznego rozkwitu dopełniały substancje odurzające w znacznych ilościach. Rzeki alkoholu spowijały góry kokainy, których podnóża zalesione były grzybami i marihuaną, skrapiane opadami kwasu i innych specyfików. Narkotyki były normalną częścią jadłospisu i nikt nawet nie śnił, że kokaina może uzależniać. Wszak był to proszek salonowy, „narkotyk z wyboru”. Brali niemal wszyscy (Spielberg i Lucas nie, co nie powinno dziwić). Do tego dochodził niezobowiązujący seks, imprezy i seks-imprezy na wyciągnięcie ręki. A wszystko podlewane bezgranicznym uwielbieniem dla filmowców, pompującym ich ego ponad miarę i prowadzącym do przekonania o własnym geniuszu i nieomylności, w czym też byli przez wszystkich utwierdzani. Oczywiście miało to swoje podstawy, ten narybek napędzany był talentem i wielkimi ambicjami, wiedzą i miłością do kina, pragnieniem zawojowania X muzy i przemiany jej oblicza. Lecz mieszanka tych wszystkich elementów w takim stężeniu musiała kiedyś wybuchnąć, a gdy już do tego doszło, eksplozja zmieniła przemysł filmowy bezpowrotnie.

Dennis Hopper, Jack Nicholson, Peter Fonda – Swobodny jeździec (1969)

Dziennikarz i historyk kina Peter Biskind prowadzi nas przez te barwne czasy w oparciu o poszczególne nazwiska i tytuły. Głównymi punktami jego narracji są: aktor Warren Beatty, scenarzysta Robert Towne i film Bonnie i Clyde (1967), który przetarł drogę dla Nowego Hollywood; Peter Fonda i Denis Hopper oraz ich Swobodny jeździec (1969), kamień milowy nowego ustroju; wytwórnia BBS założona przez Boba Rafelsona, Berta Schneidera i Stephena Blaunera, która pokazała staremu systemowi, jak to się robi; pierwsza gwiazda reżyserii Francis Ford Coppola, założyciel studia American Zoetrope, mającego być odpowiedzią na hollywoodzkie molochy, zrzeszającego artystów i George’a Lucasa; Robert Altman i jego McCabe i pani Miller (1971) z Beattym w roli głównej; Peter Bogdanovich i Ostatni seans filmowy (1971); The Last Movie (1971), który dla Hoppera w istocie był ostatnim seansem filmowym, grzebiąc jego reżyserską karierę; Ojciec chrzestny (1972) i związany z nim Robert Evans – producent, playboy, narcyz i mitoman, który jednak zrobił trochę dobrego, potrafił też wzbogacić swoich współpracowników, za co był bardzo lubiany; Chinatown (1974) Romana Polańskiego; Hal Ashby i Ostatnie zadanie (1973) oraz Szampon (1975) z Beattym; William Friedkin i Egzorcysta (1973); Martin Scorsese i Ulice nędzy (1973); Amerykańskie graffiti (1973) Lucasa; Szczęki (1975) Stevena Spielberga; bracia scenarzyści Leonard i Paul Schrader; Niebiańskie dni (1978) Terrence’a Malicka; Cena strachu (1977) znacząca koniec Friedkina; Pauline Kael i rola krytyka filmowego w tamtych czasach, który mógł realnie wpływać na kariery filmowców – a jak się okazuje, łatwo można było wkupić się w jej łaski i dostawać dobre recenzje z automatu; Gwiezdne wojny (1977), Czas Apokalipsy (1979), Taksówkarz (1976), Wściekły byk (1980), Wrota niebios (1980), Dwóch Jake’ów (1990). Na pewno coś pominąłem.

A pomiędzy wymienionymi punktami autor przeplata dalsze losy bohaterów. Oczywiście nazwiska pojawiają się już od początku. George Lucas wchodzi na scenę wcześniej, niż w rozdziale poświęconym Gwiezdnym wojnom, przy okazji klapy THX 1138 (1971) i jej wpływu na plany Coppoli itd. Zaś przy szerzej omawianych pozycjach, Biskind kreśli sylwetkę reżysera, krótką biografię i ścieżkę kariery do tego momentu. Źródłem materiałów są setki wywiadów, jakie autor przeprowadził na przestrzeni 5 lat z ludźmi, którzy żyli i pracowali w Hollywood w późnych latach 60. oraz 70. Należy jednak zaznaczyć, że książka ta nie stanowi kompendium wiedzy, czy też analizy poszczególnych dzieł. To raczej próba scharakteryzowania tego zjawiska. Chęć uchwycenia fenomenu, charakteru, mentalności, energii, temperatury zachodzących zmian. Wiele nazwisk i produkcji Biskind pomija, o innych pisze mniej lub nie to, czego moglibyśmy się spodziewać. Autora interesują w dużej mierze hollywoodzkie grzechy, z których największymi były rozbuchane ego i nieustanne przypisywanie sobie cudzych zasług (np. Spielberg nie pisał scenariuszy, przez co nie był uważany za autora, dlatego też przywłaszczył sobie pełne autorstwo Bliskich spotkań trzeciego stopnia [1977], choć nad tekstem pracowało 6 osób). Nie brakuje też mniej chlubnych cech charakteru, napięć na planie i poza nim, życia prywatnego, romansów i tragedii, ludzkich słabości.

Robert De Niro, Martin Scorsese – Taksówkarz (1976)

Oprócz samych filmowców, gwiazd i producentów, Biskind rozmawiał także z bliskimi współpracownikami, byłymi partnerkami i kochankami. Może to rodzić pewne podejrzenie, na ile te relacje są obiektywne. Kto mówił prawdę, kto chciał dopiec drugiemu, a kto chciał po prostu opowiedzieć dobrą historię? Nawet sam autor wspominał, że obraz niektórych faktów mógł ulec zniekształceniu przez „mgłę wojny” w jego książce. Ale jak głosi jej pierwsze zdanie: „Hollywood jest miastem łgarzy”. To przemysł oparty na zmyślaniu, żywe wcielenie Rashomona (1950), gdzie każdy ma swoją własną wersją prawdy na dany temat. To miejsce blichtru i przepychu, którego nie reguluje żadne prawo i pewnie nigdy nie dowiemy się wszystkiego, co dzieje się na jego włościach. Do historii przeszło już wiele zagadkowych zgonów, śmierci z przedawkowania i innych niejasnych wypadków ludzi rozrywki. Dopiero przed chwilą zaczęto głośno mówić o molestowaniu w Hollywood, zaś głosy o tamtejszej pedofilii są nadal skutecznie wyciszane (reżyserce dokumentu Mroczny sekret Hollywood [2014], Amy Berg, grożono śmiercią). Zatem opowieść o tej „większej niż życie” krainie wręcz powinna posiadać aurę skandalu. Zwłaszcza, że w dekadzie lat 70. stawiano na bycie autorem, co wiązało się z autentycznością, autobiografizmem, więc tym bardziej wypada nakreślić życie osobiste, lęki i fobie, towarzyskie zawirowania. Drugi zarzut, z jakim się spotkałem w amerykańskich recenzjach to tabloidowość książki, postrzeganie jej jako ledwie zbiór najgorszego syfu. Moim zdaniem jest to typowo amerykańska przesada (pamiętajmy, że u nich każda zima jest zimą stulecia), Biskind mimo wszystko przedstawia dany okres kinematografii, urozmaicając go brudami, które inni próbują zamieść pod dywan. Szczerze mówiąc byłem nawet nieco rozczarowany, gdyż publikacji towarzyszył aromat szamba, a przedstawione incydenty wcale nie wychodzą poza granice pojmowania. Może Hollywood Babylon Kennetha Angera spełni tę obietnicę. Chyba, że ktoś woli utwierdzać się w wierze o czystości i moralnym nieskalaniu Fabryki Snów, wspaniałości tego biznesu i bajkowym życiu gwiazd. Ale przecież nie tego szukamy, prawda?

I tak, mistrz amerykańskiego kina Martin Scorsese nie powie dzisiaj o swoim uzależnieniu od kokainy, ale pamiętają o tym choćby Paul Schrader (Taksówkarz), Mardik Martin (Wściekły byk) czy John Turturro (Kolor pieniędzy, 1986). Jednak historię piszą zwycięzcy. Ci, którzy osiągnęli największy sukces i przeszli do kanonu, raczej nie będą wspominać tych burzliwych czasów ze wszystkimi detalami. Ich biografie są zazwyczaj pomnikowe, a przecież to właśnie rysy na obliczu czynią ich o wiele bardziej fascynującymi. Nie będę mnożył przykładów, jest ich nadto na tych 500 stronach. Niektóre mnie zaskoczyły (o dostarczaniu prawdziwych zwłok na plan Czasu Apokalipsy), niektóre zdziwiły (Friedkin dwukrotnie zmuszał swoją partnerkę do aborcji; zresztą jemu do dzisiaj pozostał diabelski charakterek), jeszcze inne rozbawiły – jakim cudem Dennis Hopper w ogóle przeżył lata 70. Brał tyle narkotyków, że miewał huśtawki nastrojów nawet w obrębie jednej sceny, dlatego dostawał rozpiskę, co i kiedy ma ćpać, żeby ujęcia do siebie pasowały. Zresztą jego wyskoki to osobny temat. Z kolei Peter Bogdanovich uchodził za nadętego snoba. Ponoć Billy Wilder żartował, że po klapie Ostatniej miłości (1975) w całym mieście słychać było otwierane szampany.

William Friedkin – Egzorcysta (1973)

Jakkolwiek ciekawy obyczajowo i płodny artystycznie był ten okres od Bonnie i Clyde’a do Wrót niebios, paradoksalnie sam na siebie ukręcił bat. Sukces Ojca chrzestnego i Egzorcysty zmienił stronę biznesową kina, nikt nie przypuszczał, że można tyle zarobić na filmach przy „dopuszczalnym” budżecie. Model blockbustera ustanowiły Szczęki. Wpływy filmu Spielberga przyciągnęły uwagę inwestorów i sprawiły, że studia chciały, aby każdy ich kolejny film był właśnie taki. Gdy Spielberg nie dostał nominacji do Oscara za reżyserię, miał powiedzieć: „Nie mogę uwierzyć, że nominowali Felliniego, a mnie nie”. Amerykanin był uosobieniem niebezpiecznej dla kina mentalności – mój film zarobił kupę kasy, dlatego jest(em) najlepszy. Śmiertelny cios zadały Gwiezdne wojny, a Wrotom niebios przypadła rola kozła ofiarnego. Pieniądze zmieniły wszystko. „Ci goście zrobili się zbyt dobrzy dla reszty, wytworzył się znaczący dystans. George’a [Lucasa] otaczała jego ekipa. Był nieomylny, wszystko rzucano mu do stóp. A ze Stevenem [Spielbergiem] już nie da się rozmawiać, przestał być człowiekiem”, mówił John Milius, scenarzysta m.in. Czasu Apokalipsy. Koniec końców, bogowie ekranu okazali się tylko ludźmi.

Swobodni Jeźdźcy, Wściekłe Byki to niemal powieść sensacyjna, szalona przejażdżka po historii kina. Wciąga, bawi, odziera z ewentualnych złudzeń i pozostawia czytelnika na lekkim kacu, proszącego o więcej. Uważa tak całkiem sporo osób, jako że książka od dnia premiery w 1998 roku jest nieustannie drukowana, jej nakład nigdy nie uległ wyczerpaniu. To przede wszystkim świetna rozrywka dla kinomanów. Tym bardziej dzisiaj, gdy dzieje tych filmów i ludzi zostały dobrze udokumentowane pod względem artystycznym oraz historycznym w wielu innych źródłach (bogate w dodatki wydania filmów na DVD, komentarze historyków, dokumenty, wywiady, artykuły, analizy, książki, biografie, autobiografie…; kusi zwłaszcza Lost Illusions: American Cinema in the Shadow of Watergate and Vietnam, 1970-1979 Davida A. Cooka), z którymi warto skonfrontować ową pozycję i uzupełnić wiedzę. Lektury z pewnością nikomu nie zabraknie. Gdzieś przeczytałem taką anegdotę: już po premierze dzieła Biskinda, po której niemal wszyscy zainteresowani reżyserzy wyparli się go, Oliver Stone spotkał w męskiej toalecie Williama Friedkina. Zagadał do niego „Niezła książka, co?”, na co Friedkin odpowiedział wzruszeniem ramion „To tylko książka. Przycichnie”. Odwieczny dylemat Muldera i Scully, wierzyć czy nie?

Znalazłem kilka literówek w tekście, ale tym niech się przejmują Amerykanie, albo i Brytyjczycy, jako że czytałem wydanie tych ostatnich. W środku znajdziemy także strony ze zdjęciami na papierze kredowym, których moim zdaniem jest za mało.

Polecam.

Charles Manson

A jeśli czekacie na nowy film Quentina Tarantino, tym bardziej powinniście ją przeczytać. Once Upon a Time in Hollywood (2019) ma skupiać się na przełomowym dla Hollywood momencie końca lat 60. i początku 70. Mowa także o zabójstwach dokonanych przez sektę Mansona, które wstrząsnęły filmowym światkiem. Aczkolwiek Hollywood zareagowało po swojemu, nagle wszyscy zaczęli dopisywać się do listy gości Sharon Tate, „miałem/miałam wpaść do nich z wizytą tamtego dnia, ale…”. Nawet Sergio Leone tak bajdurzył. Każdy chciał być częścią tej nowej sensacji, jednocześnie będąc całkowicie przerażonym – przecież Manson był jednym z nich, hipisem, niespełnionym artystą, dzieckiem lat 60. Broń, psy obronne i automatyczne bramy nagle sprzedawane były na pniu. Choć, jak mawiali niektórzy, do takiej tragedii wręcz powinno dojść: „Jeśli Hollywood było Zakazaną planetą, Manson był potworem z Id” (mowa o filmie sci-fi z 1956 roku, gorąco polecam). I życie szybko wróciło do normy, ludzie byli zbyt zajęci kręceniem filmów, uprawianiem seksu, zażywaniem narkotyków i wydawaniem pieniędzy, aby wyciągnąć wnioski i przejmować się konsekwencjami.

Fabuła ma przedstawiać losy dwóch kumpli. Rick Dalton (Leonardo DiCaprio) jest aktorem, który próbuje wskrzesić swoją karierę dzięki włoskim westernom, zaś Cliff Booth (Brad Pitt) trudni się zawodem kaskadera. W drodze do sławy będą musieli zmierzyć się z krajobrazem Nowego Hollywood. Losy Daltona wzorowane będą na pewnej znanej osobie
i nietrudno się domyślić, że chodzi o Clinta Eastwooda. Filmami obracającymi się wokół podobnej, hollywoodzkiej tematyki są m.in. Kaskader z przypadku (1980) i Dzień szarańczy (1975). Nie mogę sobie przypomnieć innych tytułów o tamtejszych realiach, ktoś pomoże? Z kolei sam Tarantino wskazał książkę Marka Harrisa Pictures at a Revolution: Five Movies and the Birth of the New Hollywood, jako jego zdaniem najbardziej wartościową w owym temacie. I szkoda tylko infantylnej decyzji o premierze w 50. rocznicę śmierci Sharon Tate. Ale czego oczekiwać po człowieku numerującym swoje filmy.

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Książka i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Swobodni Jeźdźcy, Wściekłe Byki – recenzja osławionej książki Petera Biskinda + nadchodzący film Quentina Tarantino

  1. Pingback: Hemingway, kpina z Antonioniego i karły na dachu, czyli wszystko o najnowszym filmie Orsona Wellesa The Other Side of the Wind (2018) – Kinomisja

  2. Pingback: Ostatni film Orsona Wellesa – recenzja książki Josha Karpa | Bezdroża kinomana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.