Zachłanne miasto (Fat City, 1972) – reż. John Huston

Na bocznym torze

Dobiegający 30-tki Bill Tully (Stacy Keach) najlepsze lata ma już za sobą – niegdyś zawodowy bokser, dzisiaj dorabia przy zbieraniu warzyw i owoców, żyjąc z dnia na dzień pomiędzy ringiem i butelką. Pewnego razu spotyka na sali gimnastycznej osiemnastolatka Erniego Mungera (Jeff Bridges), który dopiero zaczyna przygodę z boksem. Tully dostrzega w nim potencjał i zachęca chłopaka do treningów, samemu zyskując nadzieję na zawodowy powrót.

Autor książki i opartego na niej scenariusza, Leonard Gardner, urodził się w Stockton, filmowym „zachłannym mieście”. Pisarz na własne oczy widział zapuszczone okolice i karmionych smakiem porażki osobników. Sam też trenował boks, a zdobyte doświadczenia znalazły swe miejsce właśnie w Fat City. Określenie to pochodzi z murzyńskiego slangu: gdy ktoś pragnął lepszego życia, mawiał „I want to go to Fat City”. Tytuł zyskuje ironiczny wydźwięk, jako że wymarzony cel jest nierealny, nieosiągalny dla mieszkańców Stockton. Zaś miejsce, w którym przebywają rzeczywiście jest „tłuste”, mętne, ciężkie do zniesienia.

Zachłanne miasto wypełnione jest zmęczeniem. Tully przegrał swoją wielką walkę, stracił żonę, popadł w alkoholizm. Co raz myśli o powrocie na ring, rozpoczęciu treningów i wskrzeszeniu kariery, jednak wraz z upływającym dniem słabnie jego upór w dążeniu do celu. Ambicje rozbijają się o dno butelki w bezpiecznych mrokach nocy i zacienionych spelunach, gdzie nie trzeba stawiać czoła wyzwaniom dnia. Dawne triumfy są już tylko echem w jego myślach. Tully to nie Rocky, nie otrzyma szansy jednej na milion. Bardziej przypomina alkoholików ze sztuki Eugene’a O’Neilla Zimna śmierć nadchodzi (w filmowej wersji Johna Frankenheimera także wystąpił Jeff Bridges). Obstaje przy resztce nadziei, która przeradza się w zwykłą naiwność. Spróbuje swoich sił jutro, może jutro będzie lepiej, zawsze jutro.

Bill to typowo hustonowski protagonista. Przegraniec, który stracił coś cennego w swoim życiu. Ma za sobą pustkę, zero osiągnięć mogących dać mu jakieś perspektywy na przyszłość. Niestety następni tylko czekają w kolejce. Po skończonej walce Bill wraz z przyjaciółmi opuszcza budynek. Korytarze się wyludniły, gasną światła. Zaraz po nich wychodzi jego przeciwnik. Sam, nieśpiesznym krokiem, zmęczony. Kolejny „Tully” tego świata. Może chociaż ukołysze ich Kris Kristofferson swoją balladą Help Me Make it Through the Night.

Bohaterowie filmu Hustona żyją marzeniami-złudzeniami. Ruben, jak przystało na menedżera, głęboko wierzy w swoich zawodników, nie szczędzi im słów otuchy i dobrych rad. Choć padają na ringu jak muchy, a on sam nie należy do najmłodszych i najbogatszych, to jednak nie ustępuje w swoim pragnieniu zwycięstwa. Ernie pomimo dobrej sylwetki i sprawnych ruchów jest typowym nastolatkiem. Dzisiaj materiał na mistrza, jutro zwykły robotnik starający się utrzymać małżonkę z nieplanowanym dzieckiem w brzuchu.

Conrad L. Hall (wybitny operator, późniejszy laureat trzech Oscarów) sportretował miasto leżące daleko od kolorowych billboardów i drogich sklepów – senne, boleśnie przyziemne. Miasto, które kradnie duszę, niszczy marzenia i nie daje nic w zamian. Małe, skromnie umeblowane mieszkanka zapewniają bohaterom schronienie przed życiem, które zostawiło ich gdzieś na uboczu. Przed mocnym słonecznym światłem, które sprawia, że rzeczywistość wygląda na wyblakłą, niby wypaloną do gołej ziemi. Jasność dnia odsłania przed nimi pustkę sytuacji, w jakiej się znaleźli – pod tą fasadą nie kryje się nic więcej.

John Huston na stare lata zadał kłam teorii, jakoby reżyserzy tracili wyczucie w późnych stadiach kariery (a potem jeszcze raz – Człowiek, który chciał być królem [1975], i raz jeszcze – Mądrość krwi [1979], i jeszcze – Pod wulkanem [1984], Zmarli [1987]). Samemu będąc bokserem w młodości, nakręcił film autentyczny, szczery. Pokazał wręcz odrażająco zwyczajne dla wielkiego ekranu życie. I to właśnie realizm Zachłannego miasta stanowi o jego sile, ukazanie samej podszewki życia sportowców. Tych zwykłych, ludzkich, gorszych (wystarczy tylko spojrzeć na twarze Keacha, Bridgesa, Tyrrell). Kreśląc opowieść o straconych nadziejach i życiowych nieudacznikach, reżyser uniknął sentymentalizmu. Choć wyraźnie czuje sympatię do ludzi „drugiej kategorii”, Huston nie rozdaje taryfy ulgowej – jedni już przegrali, inni nadal o siebie walczą.

Tekst ukazał się także na łamach Kinomisji,
gdzie polecamy filmy neo noir.

Reklamy

Informacje o Bezdroża kinomana

Entuzjasta kina, lubię ratować od zapomnienia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Noir i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.